Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

niedziela, 7 kwietnia 2013

Mój pierwszy krem - sposób wykonania, wpadka oraz wrażenia ;)

Pod postem na temat pielęgnacji mojej cery prosiliście mnie, żebym podzieliła się z Wami przepisami na wspomniane tam domowe kosmetyki. Dzisiejszy post nie będzie typowym przepisem, a raczej luźnym sprawozdaniem z tego, jak wyglądało robienie mojego pierwszego kremu ;)


Postanowiłam zrobić krem metodą na gorąco z użyciem emulgatora GSC. Zdecydowałam się na ten emulgator, ponieważ przeczytałam, że jest łatwy w obsłudze, można go używać zarówno w metodzie na gorąco, jak i na zimno oraz że kremy na jego bazie łatwo się wchłaniają i nie zapychają porów. Substancja ma postać białych kulek, przez co łatwo ją stosować. Jestem ciekawa, jak sprawdzi się w metodzie na zimno - być może spróbuję następnym razem ;)


Niestety, moje pierwsze podejście do kremu zakończyło się zupełnym failem :D Do sprawy podeszłam dość ambitnie i przygotowałam fazę wodną, olejową, wszystko było dokładnie odliczone i odmierzone. Podgrzałam i rozpuściłam oleje oraz emulgator, a także podgrzałam ostrożnie fazę wodną. Piszę "ostrożnie", ponieważ, jak się okazało, zbyt ostrożnie - krem się zwarzył. Kiedy połączyłam obie fazy, nie powstała gęsta, kremowa konsystencja, lecz wodnista breja, w której pływały kawałki emulgatora. Nie pomagało długie mieszanie, "krem" ani trochę się nie zagęścił. No cóż... musiałam to po prostu wylać i spróbować jeszcze raz :)

Za drugim razem nie bawiłam się już w dokładne odmierzanie składników, dodałam wszystkiego na oko i podenerwowana tym, że zmarnowałam składniki, zrobiłam krem tylko z masła shea, oliwy z oliwek i wody destylowanej. Tym razem porządnie podgrzałam wodę i wszystko wyszło ładnie, a ja nie mogłam się nadziwić faktem, że właśnie stworzyłam od podstaw swój własny krem :D

Oczywiście kiedy widziałam już, że krem się udał i że uzyskałam pożądaną konsystencję, na koniec dodałam do niego trochę składników aktywnych - ekstrakt z aloesu, witaminy A+E, glicerynę oraz kilka kropli kolagenu i elastyny. Na koniec zakonserwowałam go dwiema kroplami mieszanki DHA BA.


Krem ma lekko żółtawy kolor (zapewne przez obecność w nim oliwy z oliwek), dość lekką, wygodną w nakładaniu konsystencję oraz delikatny, nienarzucający się zapach typowy dla kremów. Przez kilka godzin od zrobienia był dość kleisty, a przez pierwsze dwa dni używania bardzo szybko zastygał na skórze, zostawiając nieco tępą powłokę. Po kilku dniach krem jakby dojrzał i jego aplikacja nieco się poprawiła, choć ze względu na brak dodatków poprawiających smarowność skóra tuż po jego użyciu nadal pozostaje troszeczkę tępa w dotyku (pod tym względem przypomina trochę lubiany przeze mnie krem Herbamedicus). Na szczęście mi to specjalnie nie przeszkadza :) Po kilku, kilkunastu minutach od jego użycia tępa powłoka znika i wówczas mogę się cieszyć miękką, gładką i bardzo fajnie nawilżoną cerą (zasługa ekstraktu z aloesu). Krem dość szybko się wchłania, nie tłuści i nie zapycha porów, a jego dodatkową i bardzo ważną zaletą jest to, że fantastycznie matowi skórę. Generalnie - bardzo się z nim polubiłam i myślę, że robienie własnych kremów to fantastyczna sprawa :)


Jakie są moje wnioski na przyszłość oraz rady dla osób, które przymierzają się do robienia własnych kremów? :)
  • za pierwszym razem nie dodawajcie wyszukanych składników, zróbcie najpierw próbę z tych tanich i łatwo dostępnych. Na wypadek porażki nie będzie wam szkoda, że coś się zmarnowało. Czytanie na temat robienia kremu w Internecie to jedno, a robienie go w rzeczywistości to drugie i do pewnych rzeczy trzeba dojść samemu, mimo posiadania przepisu ;)
  • nie róbcie także kremu w zbyt dużej ilości, ponieważ w razie niepowodzenia zmarnujecie mniej składników, a także szybciej go zużyjecie, jeśli nie do końca spełni wasze oczekiwania. Myślę, że 20g w zupełności wystarczy (ok. 4g fazy olejowej i 16g wodnej).
  • jeśli decydujecie się na metodę "na gorąco", musicie naprawdę porządnie podgrzać fazę wodną - nie może być jedynie ciepła, ale należy też uważać, by nie był to wrzątek. Jeśli użyjecie niewystarczająco gorącej wody, krem się zwarzy, powstaną w nim grudy i generalnie będzie już nie do uratowania.
  • pamiętajcie o czystości miejsca pracy oraz dokładnym zdezynfekowaniu opakowań i naczyń, których używacie do zrobienia kremu! Zresztą, o tym należy pamiętać zawsze, kiedy robicie jakikolwiek kosmetyk.
  • jeśli nie chcecie konserwować kremu, należy przechowywać go w lodówce nie dłużej niż kilkanaście dni.
W gruncie rzeczy robienie kremu nie jest niczym skomplikowanym, jednak należy dokładnie przestrzegać kilku zasad i co nieco na ten temat wiedzieć, aby wszystko się udało. Jeśli chcecie poczytać trochę więcej na ten temat na moim blogu, chętnie napiszę o tym kilka postów :)

I na koniec zdjęcie dzisiejszych włosów - udało mi się zrobić je w innym niż dotychczas świetle :)


Aktualnie są właśnie w trakcie reanimacji po po-olejowym przesuszeniu (napiszę o tym post) i jeszcze nie wróciły do siebie, Są już też trochę przyklapnięte, bo dziś wieczorem wypada kolejne mycie. Fale są od warkocza (nie pogardziłabym, gdyby układały się tak naturalnie ;p).


Jak Wam mija niedziela? Pozdrawiam serdecznie :)
Klaudia

7 komentarzy:

  1. robienie samemu kosmetyków jest super! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy jest dobrym pomysłem dodać do gotowej bazy kremowej spiruline i kwas hialunorowy? bo nie mam zielonego pojecia na ten temat a kusi mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spiruliny nigdy nie używałam, ale myślę, że powinno być ok, spróbuj :)
      kwas hialuronowy na pewno będzie ok

      Usuń
  3. Zważyło Ci się ponieważ zbyt szybko zmieszałaś dwie fazy, robię kremy na pracowni chemicznej w szkole i podpowiem Ci, że kluczowe jest żeby podczas łączenia cały czas mieszać i co najważniejsze robić to bardzo powoli wręcz maleńkim strumieniem, wtedy raczej nie ma szans żeby coś nie wyszło :) pozdrawiam
    Kinga Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mieszam, mieszam, ale z tym zbyt szybkim łączeniem faz to możesz mieć rację...
      dzięki za wskazówki :)

      Usuń
  4. Nie dłużej niż kilkanaście dni? Oj nie, 2-3 tygodni :) Dowodem na to jest mój ostatni wpis :)
    Krem wyszedł Ci świetny, bardzo ładna konsystencja. Z pozostałymi radami się zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chcialabym do gotowego kremu dodac witaminy. Do tej pory bezposrednio przed nalozeniem kremu dodawalam do niego wit C w kroplach, kwas hialuronowy oraz kolagen+elastyna. Chcialabym dodac jeszcze wit A i E. Czy myslisz, ze moglabym dodac te skladniki do pojemniczka z kremem zamiast robic taka mieszanke kazdego wieczora?

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...