Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

piątek, 5 grudnia 2014

Moje włosy - Grudzień 2014

4.12.2014, włosy tuż po umyciu i wysuszeniu
Ostatni raz pokazywałam tutaj swoje włosy 3 miesiące temu, więc wypadałoby to nadrobić :)

Ostatnie 3 miesiące były dla mnie bardzo ciężkie ze względu na to, że całe dnie spędzałam na uczelni. Wracałam często o 21-22 i czasem brakowało mi czasu nawet na umycie włosów, nie mówiąc już o nakładanie oleju czy maski. Nie miałam też pamięci do wcierek czy innych kuracji, więc włosy zostały właściwie pozostawione samym sobie.

O dziwo, prezentują się bardzo dobrze (jak na nie). Ostatni raz podcinałam je w połowie października i już prawie całkiem pozbyłam się dolnej, najbardziej zniszczonej warstwy, która wyrosła za czasów nieodpowieniej pielęgnacji. A to znaczy, że jeszcze trochę i będę miała 100% zdrowych włosów :) W międzyczasie zostały raz pofarbowane henną khadi Ciemny Brąz. Postanowiłam także wrócić do silikonów w odżywce, ponieważ stwierdziłam, że w przypadku posiadania włosów o charakterze szklistym (bo ostatecznie taki charakter mają chyba moje włosy - nie widzę wytłumaczenia na ich ciągle kiepskiej podatności na wszelkie zabiegi) ważniejsze jest je wygładzanie niż zachowywanie za wszelką cenę zasad naturalnej pielęgnacji. Stały się wreszcie bardziej błyszczące, zmniejszyła się także widocznie ich porowatość. Wypadanie jest bardzo małe.


Jak wygląda obecnie moja pielęgnacja?

mycie: co 2-3 dzień - Facelle, od czasu do czasu oczyszczający z Barwy lub Ziaji
odżywka: po każdym myciu Nivea lub Isana
maska: drożdżowa Agafii, jak mam czas (stawiam raczej na odżywianie olejami przed myciem)
olejowanie: na mokro przed myciem, nieregularnie - Babydream fur Mama albo Wellness & Beauty
końcówki: jedwab Green Pharmacy

Końcówki straciły już pierwszą świeżość po podcięciu, ale kolejną wizytę u fryzjera planuję dopiero w nowym roku. Zastanawiam się też nad zmianą długości, ale skoro mają się ostatnio dobrze, to niech sobie rosną ;)
 

5.12.2014, na drugi dzień po myciu
Pozdrawiam,
Klaudia

piątek, 12 września 2014

Walki o fale ciąg dalszy. Tym razem - żel!

Długo przyglądałam się nieszczęsnemu zdjęciu z ostatniej aktualizacji i zastanawiałam się, co jest nie tak z moimi włosami. Stwierdziłam, że najwyraźniej moje włosy mają jednak po prostu strukturę włosów falowanych, tyle, że jak przychodzi co do czego, to wcale nie chcą się falować. Nie wiem, jak mam o nie dbać - traktowane jak włosy proste wyglądają źle, a próby wydobycia skrętu kończą się zazwyczaj jeszcze gorzej.

Wczoraj postanowiłam jednak dać im jeszcze szansę i kupiłam żel do włosów (wcześniej próbowałam na piankę/odżywkę/żel lniany).

Zaczęłam od mycia oczyszczającym szamponem i nałożeniem na godzinę maski z dodatkiem hydrolizowanej keratyny. Potem całość spłukałam i potrzymałam przez chwilę pod ręcznikiem, następnie mokre jeszcze włosy zaczęłam ugniatać (bez wcześniejszego rozczesania i bez użycia stylizatora) i zebrałam włosy w turban (plopping) na około 15 minut. Następnie zdjęłam go i wtarłam we włosy trochę żelu, dodatkowo je przy tym ugniatając i ponownie założyłam turban na 15 minut. Potem dołożyłam stylizatora, ostatni raz ugniatając i zostawiłam do samodzielnego wyschnięcia.

Zdjęcie po lewej przedstawia włosy na tym etapie - mokre, niedługo po stylizacji.

Włosy schły dość długo, starałam się ich w tym czasie nie dotykać, oczywiście skręt trochę się osłabił, miejscami pojawił się puch, ale kiedy zrobiłam zdjęcie suchym włosom, stwierdziłam, że nie jest tak źle. Położyłam się spać, nie związując ich w żaden sposób, nie nakładając na nie już ani odżywki b/s, ani silikonowego serum.

Zdjęcie zrobione tuż przed snem - włosy suche, nieodgniecione z żelu.

Rano obudziłam się już z odgniecionymi włosami. Kiedy spojrzałam w lustro, wydawało mi się, że fale zupełnie się rozprostowały, ale po zrobieniu zdjęcia od tyłu okazało się, że coś tam jednak zostało. Jest to jednak bardziej "coś tam" niż fale, ale to i tak najbardziej udana jak dotąd próba stylizacji ;p

Włosy są miejscami spuszone i szorstkie, ale nie aż tak, jak po piance, więc przy kolejnej próbie na pewno też użyję żelu. Żałuję, że nie mam suszarki z dyfuzorem, może byłoby łatwiej i efekt byłby lepszy. 

Włosy wyglądają jednak całkiem nieźle (jak na nie) - widać, że nie odstają tak od głowy tak jak zwykle, nie są tak spuszone i wyglądają na zdrowsze. Nie jestem jakoś straszliwie zadowolona z efektu, ale myślę, że jest to jakiś krok naprzód ;)


Co sądzicie o tych falach i co mogłybyście mi jeszcze doradzić w kwestii wydobywania skrętu na takich włosach? :)

piątek, 5 września 2014

Moje włosy - Wrzesień 2014

Wczoraj udało mi się zrobić zdjęcia do wrześniowej aktualizacji ;)



Przy takim oświetleniu (zachodzące słońce) moje włosy wydają się rude, ale takie nie są. Mimo to przydałoby się odświeżyć trochę kolor henną, co planuję zrobić jeszcze w tym miesiącu. Fale od warkocza, którego zazwyczaj noszę w ciągu dnia.

Na tych zdjęciach wyglądają całkiem ładnie, niestety - po zobaczeniu zdjęcia zrobionego w pomieszczeniu załamałam się.

Umyłam je dzień wcześniej, stosując olejowanie na odżywkę. Były bardzo gładkie, miękkie, lejące i odpowiednio dociążone, więc byłam pewna, że na zdjęciu będą wyglądały ładnie. Tymczasem wyglądają jak gałęzie - suche, nieuporządkowane, o blasku mogę tylko pomarzyć. Naprawdę, nie wiem, co jest nie tak z moimi włosami, dlaczego mimo tak intensywnej pielęgnacji nadal wyglądają źle. Może taki już ich urok, i nic na to nie poradzę, ale zazdroszczę osobom, które po kilku miesiącach osiągnęły piękny efekt, natomiast ja po 2,5 roku nadal zmagam się z podstawowymi problemami. Próbowałam już tylu rzeczy, że nawet nie mam pomysłu na to, jak jeszcze mogłabym poprawić ich pielęgnację.
Aktualnie skupiam się na przyspieszeniu porostu - włosy ciągle rosną wolno, a zależy mi na pozbyciu się dolnej warstwy, która wyraźnie różni się od tej części, która urosła za czasów prawidłowej pielęgnacji. W tym celu stosuję kozieradkę oraz masaż skalpu. W sierpniu podcięłam także końcówki o 1 cm, ale myślę, że po wakacjach przydałoby się większe podcięcie, a szkoda mi je znowu skracać.

A jak się mają Wasze włosy?

poniedziałek, 1 września 2014

Złoto i brąz. Proste zdobienie z Wibo

Dawno nie było wpisów o paznokciach. Ostatnio rzadziej je malowałam, ale teraz coraz częściej sięgam po lakiery - ich zbiór jest ciągle dość duży i przydałoby się je jakoś systematycznie zużywać.

Moje paznokcie są w kondycji niezmiennej, czyli ciągle dość dobrej, co mnie cieszy :)

Bazowym kolorem jest brązowy lakier Wibo Express Growth, a dodatkowo paznokcie palca serdecznego oraz kciuka są pokryte matowym top coatem ze złotym brokatem (Wibo Wow Effect Matte Glitters). 

Jeśli chodzi o pierwszy lakier, to używam go już dość długo i jest to jeden z tych, które chciałabym szybko wykończyć - nieco już zgęstniał i maluje się nim coraz trudniej. Top natomiast kupiłam niedawno, można za jego pomocą uzyskać ciekawy efekt, jednak nie do końca odpowiada mi to, że jest on matowy (lepiej wyglądałby błyszczący - wiem, mogę użyć dodatkowo bezbarwnego lakieru) i denerwuje mnie jeszcze to, że brokatowe drobinki nabierają się nierównomiernie i trudno uzyskać podobne "natężenie" brokatu na wszystkich paznokciach. Poza tym jestem zadowolona.



Tak więc, staram się nie kupować nowych lakierów, ale nie jest to łatwe :P
A jak się mają Wasze paznokcie?

wtorek, 19 sierpnia 2014

Pielęgnacja włosów i twarzy w Chinach

Tak jak wspominałam w ostatnim poście, przez dwa miesiące wakacji przebywałam w Chinach. Postanowiłam więc napisać post o tym, jak wyglądała moja pielęgnacja oraz co ten wyjazd mi uświadomił, jeśli chodzi o pielęgnację. Mam nadzieję, że Was to zainteresuje :)

Włosy

Od razu powiem, że nie mam zbyt dobrych zdjęć, bo podczas fotografowania nie skupiałam się na nich jakoś szczególnie.

Pierwsze zdjęcie - Szanghaj, dzień po przyjeździe. Widać, jakiej długości były moje włosy w połowie czerwca. Mam wrażenie, że od tamtej pory sporo urosły i czuję wreszcie, że są długie. Podcinane były miesiąc wcześniej, farbowane henną - 3 miesiące wcześniej.

Pielęgnacja na wyjeździe była dość uboga - nie mogłam wziąć zbyt wielu kosmetyków, więc musiał wystarczyć mi jeden olej i dwie odżywki, a to trochę za mało, aby je porządnie nawilżyć i odżywić. Często były sztywne i spuszone, o wiele trudniej było je wygładzić i uporządkować. Ponieważ przez cały czas było bardzo gorąco, musiałam je o wiele częściej związywać, co w Polsce robię rzadko. Przez upały musiałam też wrócić do mycia co drugi dzień, na szczęście po powrocie sytuacja wróciła do normy i znowu myję co trzeci ;)

Po około dwóch tygodniach spędzonych w Chinach włosy zaczęły mi bardzo mocno wypadać. Nie wiem, czym było to spowodowane - być może zmianą klimatu, wody, do tego stresem. Nie miałam tam niczego, czym mogłabym to zwalczyć, pozostało mi tylko patrzeć, jak się przerzedzają :( Pod koniec wyjazdu końce były w naprawdę kiepskim stanie i martwiłam się, że nic już nie będzie z tych moich włosów. Po powrocie natychmiast zaczęłam kurację skrzypokrzywą i olejami i jest nieco lepiej, choć końcówka warkocza jest cienka jak nigdy. Widzę jednak niewiele rozdwojonych końcówek, co oznacza, że włosy jakoś ten wyjazd przetrwały i są dosyć mocne. Przydałoby się je trochę podciąć, ale ostatni raz byłam u fryzjera 3 miesiące temu, więc chyba jeszcze się z tym wstrzymam.

Jeśli chodzi o kosmetyki, oczywiście odwiedziłam chińską drogerię w nadziei, że znajdę coś ciekawego :) Niestety, na półkach były głównie reklamowane i nafaszerowane silikonami marki, a jeśli trafiłam na coś bardziej obiecującego, składy były po chińsku, a jakoś zabrakło mi determinacji, żeby to rozszyfrowywać. Nie znalazłam więc nic godnego uwagi.


Twarz

Kiedy wyjeżdżałam, wszyscy mówili mi, żebym uważała na wodę z kranu. Nie piłam jej i nie miałam żadnych dolegliwości żołądkowych, ale moja twarz przeżyła starcie z chińską wodą dosyć boleśnie. O ile nigdy nie sprawiała mi żadnych problemów, tak w Chinach błyskawicznie się przetłuszczała i wyglądała tak, jakbym tuż przed wyjściem z domu posmarowała ją olejem. Przeanalizowałam problem i stwierdziłam, że winowajcą musi być woda i zamieniłam ją na mineralną. Codzienne mycie twarzy wodą z butelki było strasznie upierdliwe, ale efekty piorunujące - wystarczyły 3-4 dni, aby sytuacja wróciła do normy. Wyjazd ten pokazał mi więc, jak ważne w pielęgnacji twarzy jest to, czym ją myjemy.

+ Sylwetka

I na koniec mały bonus... Po ponad 2 latach zupełnie bezskutecznej walki z niedowagą wreszcie udało mi się przytyć, i to aż 2,5 kilo w niecałe 2 miesiące! Chińskie jedzenie jest niesamowite, ale o tym napiszę na swoim drugim blogu.


Pozdrawiam!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Moje włosy - Sierpień 2014. Aktualizacja po dłuższej przerwie

Dawno mnie tu nie było... Ostatnio wiele się u mnie dzieje - przede wszystkim dużo podróżuję i pracuję, przez co straciłam zacięcie do prowadzenia tego bloga. Aktualnie częściej można mnie śledzić tutaj: http://kochajaclato.blogspot.com - to mój blog podróżniczy, na którym umieszczam relacje z moich wyjazdów oraz podpowiedzi, jak można podróżować tanio i ciekawie. Zapraszam :)

aktualne włosy (odgięcia od warkocza)
Wracając do tematu moich włosów - przez ostatnie dwa miesiące mieszkałam w Chinach i choć na ogół włosy mają się całkiem nieźle, podczas wyjazdu trochę podupadły. Przede wszystkim bardzo mocno wypadały - może było to spowodowane zmianą wody i klimatu, dodatkowo stresem, ciężko stwierdzić. Straciłam ich dosyć dużo i warkocz jest bardzo cienki, zwłaszcza na końcach. Poza tym, mając do dyspozycji tylko jeden olej i jedną odżywkę, nie mogłam ich porządnie nawilżyć, są więc trochę spuszone od połowy długości. Aktualnie więc koncentruję się na ograniczeniu wypadania (zaczęłam pić skrzypokrzywę) oraz staram się je maksymalnie nawilżać i odżywiać.

Jeśli chodzi o końce, nie widzę praktycznie żadnych rozdwojonych, ale przydałoby się obciąć, aby je "odświeżyć". I tu nie wiem, co zrobić. Włosy osiągnęły już długość, w której powinnam zadecydować, czy chcę zapuszczać dalej, czy utrzymać tą długość, a może ściąć? Zauważyłam, że coraz częściej na ulicy zwracam uwagę właśnie na krótkie włosy, a skrócenie moich chodzi za mną od miesięcy. Mam już konkretną wizję, ale ciągle się waham z obawy, że włosy nie będą się układały albo zwyczajnie nie polubię siebie w krótkich, bo nigdy takich nie miałam. Na razie jednak jeszcze trochę poczekam, a jeśli za jakiś czas ciągle będę wzdychać do krótkich włosów, wtedy się zdecyduję :)

I na koniec jeszcze małe podsumowanie długościowo-kondycyjne z okresu od początku pielęgnacji:


luty 2012 - czerwiec 2012 - sierpień 2014


A jak mają się Wasze włosy tego lata? Pozdrawiam :)

środa, 14 maja 2014

Moje włosy - Maj 2014. Podcięcie

 Moje włosy na początku maja prezentowały się tak:

6.05.2014
Sama się zdziwiłam, że były tak długie :) Wreszcie wróciłam do długości sprzed radykalnego cięcia na początku włosomaniactwa, a włosy są w o wiele lepszym stanie. Właściwie to zostało już tylko kilka centymetrów "starych" włosów - pozostałe wyrosły już za czasów poprawionej pielęgnacji, a ciągle pozbywam się tej dolnej, najbardziej zniszczonej warstwy.

Obecnie myję je olejkiem Isany, przed myciem stosuję olej lniany na długość oraz rycynowy na skalp, standardowo po myciu odżywka (aktualnie jedna z Alvedre). Wczoraj zaopatrzyłam się w drożdżową maskę rosyjską, bo stwierdziłam, że przydałoby im się porządne nawilżenie także po myciu. Na razie zastosowałam raz i efekty są naprawdę dobre :)




14.05.2014
zdjęcie, niestety, niezbyt dobre
(kwestia niefortunnego światła)
Włosy były co prawda długie, jednak końce pozostawiały już wiele do życzenia, były przerzedzone i wymęczone. Postanowiłam więc wybrać się na wiosenne podcięcie (pierwszy raz od 9 miesięcy u fryzjera). Pozbyłam się około 3 cm zniszczonych końców plus poprosiłam o lekkie cieniowanie na końcówkach. Włosy straciły trochę na długości, ale wyglądają lepiej, ładniej się układają, no i końce nie są tak suche.

Mimo, że urosły już sporo, tempo ich wzrostu nadal mnie nie satysfakcjonuje, bo centymetr miesięcznie to bardzo mało i ciężko jest zapuszczać, kiedy to, co urośnie, za chwilę i tak trzeba ściąć. Dlatego też po części zastanawiam się, czy warto to kontynuować, ale o tym napiszę w kolejnym poście.


Pozdrawiam :)

środa, 2 kwietnia 2014

Moje włosy - Kwiecień 2014

Korzystając z pięknej, wiosennej pogody, zrobiłam ostatnio zdjęcie moich włosów.

Co u nich? Mają się całkiem nieźle. Są dość błyszczące, zdyscyplinowane, trochę ostatnio urosły, chociaż wciąż rosną bardzo wolno, ale widać, że są nieco dłuższe. Około miesiąc temu były farbowane henną khadi (ciemny brąz).

Podcinane były niecałe dwa miesiące temu. Nie mam zbyt wielu rozdwojonych końcówek, ale mam wrażenie, że nieco się przerzedziły na końcach. Trochę ostatnio wypadały, ale mam wrażenie, że jest trochę lepiej. Zastanawiam się, czy po raz kolejny podciąć samodzielnie, czy wybrać się do fryzjera.

Aktualnie nadal stosuję olejek rycynowy na skórę głowy (nie udało mi się nigdzie kupić musztardowego) i ciągle przymierzam się do jakiejś wewnętrznej kuracji. Ograniczam ostatnio kosmetyczne zakupy, chce wykończyć zapasy, więc praktycznie nie testowałam żadnych nowości.

Plany na kolejny miesiąc? Olejek rycynowy do wykończenia, możliwie najczęstsze stosowanie olejów na długość, czyli właściwie bez zmian.

To tyle :)

czwartek, 20 lutego 2014

Moje włosy - Luty 2014

Po lewej - najbardziej aktualne zdjęcie moich włosów. Muszę przyznać, że ostatnio mają się całkiem nieźle :)

Po pierwsze: bardzo szybko rosną (jak na nie). Od prawie dwóch miesięcy nie stosuję żadnych przyspieszaczy poza masażem skalpu i zrobionej kilka dni temu wcierki z zielonej herbaty i aloesu. Wcześniej stosowałam Calcium Pantothenicum (mam wrażenie, że działa ono jakby z opóźnieniem - czy któraś z Was też tak miała?), olejek łopianowy, rycynowy i Amla, a także wcierkę Babuszki Agafii. Teraz chciałam wypróbować olejek musztardowy, ale ponieważ nigdzie nie mogłam go dostać, wróciłam do rycynowego, który ciągle uważam za najbardziej skuteczny w moim przypadku. 

W dodatek na zdjęciu włosy są tuż po podcięciu - podcinałam je sama na mokro. Dopiero po zrobieniu zdjęcia zauważyłam te dłuższe pasemka na środku, już wyrównałam :)  Skróciłam też warkoczyki o kilka cm (ciągle je mam). Jeszcze parę miesięcy temu włosy wyglądały tak - myślę, że różnica w długości jest ogromna!

Poza tym mają się chyba tak jak wcześniej, czyli gładkie, nawilżone i zdrowe mniej więcej "do ucha", niżej trochę przesuszone i mniej zdyscyplinowane, ale ogólnie nie jest źle. Lepiej już chyba wyglądać nie będą. Aktualnie często olejuję je olejem lnianym, odeszłam trochę od masek po myciu, za to od ostatniego podcięcia codziennie zabezpieczam końcówki olejem kokosowym. Planuję także kolejne farbowanie henną (ostatnie było w październiku).

Jedyne, o co się martwię, to zwiększone wypadanie. Zastanawiam się, jak temu zaradzić - myślałam o skrzypokrzywie (stosowałam rok temu, zadziałała), ale z pewnych powodów teraz wolałabym uniknąć wewnętrznej kuracji. Może skuszę się na jakąś wcierkę?

Jeśli chodzi o długość - nie mam konkretnych planów, niech po prostu rosną jak najszybciej, wtedy najwyżej będę je częściej podcinać, będą zdrowsze :)

I na koniec, dla przypomnienia - tak wyglądały moje włosy w lutym 2012:


Myślę, że jest nieźle :)

czwartek, 9 stycznia 2014

Moje włosy - Styczeń 2014. Pięć miesięcy od podcięcia

Dawno mnie tu nie było i nie było nowych postów. Nie ukrywam, że zupełnie straciłam zapał do blogowania. Nie widzę sensu zamieszczania tu po raz setny postów o promocji w Rossmannie, recenzji szamponu, o którym można przeczytać na pięćdziesięciu innych blogach czy o tym, jak zrobiłam na swoich włosach płukankę z siemienia lnianego, tak jak dwieście innych blogerek. Kogo to interesuje? Wydaje mi się, że temat pielęgnacji został już niejako wyczerpany i nie widzę potrzeby, aby powielać w kółko te same posty.

Dzielę się więc dzisiaj tylko włosową aktualizacją. Ostatni raz pokazywałam Wam moje włosy około dwóch miesięcy temu. Jak wyglądają teraz?

Przez całą jesień miały się bardzo dobrze - były gładkie, uporządkowane i błyszczące, nie sprawiały problemów. Pod koniec listopada podcięłam je o około 1 cm. Na Sylwestra wybrałam się jednak na wycieczkę do Rygi i niestety te 1800 km przejechane autostopem w warunkach zimowych odbiły się na ich kondycji - nie udało mi się ich odpowiednio odżywić i zabezpieczyć, stąd też są lekko spuszone, niedociążone i wymęczone. Najbardziej martwią mnie końcówki - niewiele ponad miesiąc od ostatniego podcięcia, a już kwalifikują się do następnego. Szkoda mi podcinać nawet 2-3 centymetry, bo wiem, że przez to cofnę się o dobre kilka miesięcy.

Jeśli chodzi o przyrost, włosy rosną ostatnio lepiej, zaczynam dostrzegać to, że są dosyć długie i pomału zbliżają się do fajnej długości.
28.07.2013 - 9.01.2014
Przez ostatnie 2 miesiące nie stosowałam nic poza masażem skalpu i olejkiem Amla. Aktualnie olejek mi się skończył i zapewne przerzucę się na jakąś wewnętrzną kurację, np. skrzypokrzywę. Poza tym muszę zaopatrzyć się w odżywkę do mycia włosów i dobry szampon oczyszczający, bo skończyły mi się wszystkie zapasy. Nie uniknę pewnie też podcięcia, choć nie ukrywam, że wolałabym z tym jeszcze poczekać... Mam nadzieję, że niedługo włosy wrócą do formy, bo nie mogę patrzeć na ten przesusz i porozdwajane końcówki.


A jak się mają Wasze włosy w Nowym Roku? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...