Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

wtorek, 19 sierpnia 2014

Pielęgnacja włosów i twarzy w Chinach

Tak jak wspominałam w ostatnim poście, przez dwa miesiące wakacji przebywałam w Chinach. Postanowiłam więc napisać post o tym, jak wyglądała moja pielęgnacja oraz co ten wyjazd mi uświadomił, jeśli chodzi o pielęgnację. Mam nadzieję, że Was to zainteresuje :)

Włosy

Od razu powiem, że nie mam zbyt dobrych zdjęć, bo podczas fotografowania nie skupiałam się na nich jakoś szczególnie.

Pierwsze zdjęcie - Szanghaj, dzień po przyjeździe. Widać, jakiej długości były moje włosy w połowie czerwca. Mam wrażenie, że od tamtej pory sporo urosły i czuję wreszcie, że są długie. Podcinane były miesiąc wcześniej, farbowane henną - 3 miesiące wcześniej.

Pielęgnacja na wyjeździe była dość uboga - nie mogłam wziąć zbyt wielu kosmetyków, więc musiał wystarczyć mi jeden olej i dwie odżywki, a to trochę za mało, aby je porządnie nawilżyć i odżywić. Często były sztywne i spuszone, o wiele trudniej było je wygładzić i uporządkować. Ponieważ przez cały czas było bardzo gorąco, musiałam je o wiele częściej związywać, co w Polsce robię rzadko. Przez upały musiałam też wrócić do mycia co drugi dzień, na szczęście po powrocie sytuacja wróciła do normy i znowu myję co trzeci ;)

Po około dwóch tygodniach spędzonych w Chinach włosy zaczęły mi bardzo mocno wypadać. Nie wiem, czym było to spowodowane - być może zmianą klimatu, wody, do tego stresem. Nie miałam tam niczego, czym mogłabym to zwalczyć, pozostało mi tylko patrzeć, jak się przerzedzają :( Pod koniec wyjazdu końce były w naprawdę kiepskim stanie i martwiłam się, że nic już nie będzie z tych moich włosów. Po powrocie natychmiast zaczęłam kurację skrzypokrzywą i olejami i jest nieco lepiej, choć końcówka warkocza jest cienka jak nigdy. Widzę jednak niewiele rozdwojonych końcówek, co oznacza, że włosy jakoś ten wyjazd przetrwały i są dosyć mocne. Przydałoby się je trochę podciąć, ale ostatni raz byłam u fryzjera 3 miesiące temu, więc chyba jeszcze się z tym wstrzymam.

Jeśli chodzi o kosmetyki, oczywiście odwiedziłam chińską drogerię w nadziei, że znajdę coś ciekawego :) Niestety, na półkach były głównie reklamowane i nafaszerowane silikonami marki, a jeśli trafiłam na coś bardziej obiecującego, składy były po chińsku, a jakoś zabrakło mi determinacji, żeby to rozszyfrowywać. Nie znalazłam więc nic godnego uwagi.


Twarz

Kiedy wyjeżdżałam, wszyscy mówili mi, żebym uważała na wodę z kranu. Nie piłam jej i nie miałam żadnych dolegliwości żołądkowych, ale moja twarz przeżyła starcie z chińską wodą dosyć boleśnie. O ile nigdy nie sprawiała mi żadnych problemów, tak w Chinach błyskawicznie się przetłuszczała i wyglądała tak, jakbym tuż przed wyjściem z domu posmarowała ją olejem. Przeanalizowałam problem i stwierdziłam, że winowajcą musi być woda i zamieniłam ją na mineralną. Codzienne mycie twarzy wodą z butelki było strasznie upierdliwe, ale efekty piorunujące - wystarczyły 3-4 dni, aby sytuacja wróciła do normy. Wyjazd ten pokazał mi więc, jak ważne w pielęgnacji twarzy jest to, czym ją myjemy.

+ Sylwetka

I na koniec mały bonus... Po ponad 2 latach zupełnie bezskutecznej walki z niedowagą wreszcie udało mi się przytyć, i to aż 2,5 kilo w niecałe 2 miesiące! Chińskie jedzenie jest niesamowite, ale o tym napiszę na swoim drugim blogu.


Pozdrawiam!

wtorek, 5 sierpnia 2014

Moje włosy - Sierpień 2014. Aktualizacja po dłuższej przerwie

Dawno mnie tu nie było... Ostatnio wiele się u mnie dzieje - przede wszystkim dużo podróżuję i pracuję, przez co straciłam zacięcie do prowadzenia tego bloga. Aktualnie częściej można mnie śledzić tutaj: http://kochajaclato.blogspot.com - to mój blog podróżniczy, na którym umieszczam relacje z moich wyjazdów oraz podpowiedzi, jak można podróżować tanio i ciekawie. Zapraszam :)

aktualne włosy (odgięcia od warkocza)
Wracając do tematu moich włosów - przez ostatnie dwa miesiące mieszkałam w Chinach i choć na ogół włosy mają się całkiem nieźle, podczas wyjazdu trochę podupadły. Przede wszystkim bardzo mocno wypadały - może było to spowodowane zmianą wody i klimatu, dodatkowo stresem, ciężko stwierdzić. Straciłam ich dosyć dużo i warkocz jest bardzo cienki, zwłaszcza na końcach. Poza tym, mając do dyspozycji tylko jeden olej i jedną odżywkę, nie mogłam ich porządnie nawilżyć, są więc trochę spuszone od połowy długości. Aktualnie więc koncentruję się na ograniczeniu wypadania (zaczęłam pić skrzypokrzywę) oraz staram się je maksymalnie nawilżać i odżywiać.

Jeśli chodzi o końce, nie widzę praktycznie żadnych rozdwojonych, ale przydałoby się obciąć, aby je "odświeżyć". I tu nie wiem, co zrobić. Włosy osiągnęły już długość, w której powinnam zadecydować, czy chcę zapuszczać dalej, czy utrzymać tą długość, a może ściąć? Zauważyłam, że coraz częściej na ulicy zwracam uwagę właśnie na krótkie włosy, a skrócenie moich chodzi za mną od miesięcy. Mam już konkretną wizję, ale ciągle się waham z obawy, że włosy nie będą się układały albo zwyczajnie nie polubię siebie w krótkich, bo nigdy takich nie miałam. Na razie jednak jeszcze trochę poczekam, a jeśli za jakiś czas ciągle będę wzdychać do krótkich włosów, wtedy się zdecyduję :)

I na koniec jeszcze małe podsumowanie długościowo-kondycyjne z okresu od początku pielęgnacji:


luty 2012 - czerwiec 2012 - sierpień 2014


A jak mają się Wasze włosy tego lata? Pozdrawiam :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...