Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

piątek, 31 sierpnia 2012

Owocowy deser dla zdrowia i urody


O tym deserze wspominałam już w poprzedniej notce. Jest bardzo prosty, a jednocześnie smaczny i stanowi świetne uzupełnienie codziennej diety w witaminy i inne cenne dla organizmu substancje :)

Składniki:
  • dowolne owoce - mogą być drobne, np. truskawki, maliny, jagody, poziomki lub większe, które można pokroić w kostkę, np. jabłka, gruszki, brzoskwinie, banany, kiwi, cytrusy, mango itp.
  • kilka łyżek jogurtu naturalnego, kefiru lub maślanki
  • dodatki: do deseru można dodać wiele składników, które akurat mamy pod ręką, np. otręby (pszenne, owsiane itd.), rodzynki, suszone owoce lub orzechy.
Wszystkie składniki po prostu mieszamy albo układamy warstwowo.
Deseru nie należy słodzić! Dzęki owocom i dodatkom jest on wystarczająco słodki, a nadmiaru cukru należy unikać.
 
Gotowy prezentuje się następująco - dzisiejszy, w wersji bananowej z rodzynkami i otrębami owsianymi:
 
 
Zaletą tego deseru jest to, że wszystkie składniki mam praktycznie zawsze pod ręką i nie muszę specjalnie iść po nie do sklepu - u mnie w domu niemal zawsze znajdzie się chociaż jabłko i kefir :) Warto przygotowywać sobie takie danie codziennie, gdyż jest dobre jako przekąska oraz świetnie zastępuje słodycze, kiedy mamy ochotę na coś słodkiego.

 
Smacznego :)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Jak zmienić nawyki żywieniowe? Metoda małych kroków

 
W dzisiejszym poście chciałabym po raz kolejny poruszyć temat zdrowego odżywiania. Może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, jednak odpowiednia dieta to jeden z najważniejszych aspektów dbania o włosy (i nie tylko!). Rachunek jest prosty: jeśli odżywiamy się zdrowo, nasza dieta jest bogata w składniki odżywcze, włosy rosną zdrowe i mocne. Jeśli zaś żywimy się nieodpowiednio, tj. spożywamy duże ilości węglowodanów, jadamy fast foody, jemy zbyt mało warzyw i owoców, włosy rosną słabe, łamią się, szybko niszczą oraz wypadają. Można się więc pokusić o stwierdzenie, że stan naszych włosów zależy głównie od tego, co jemy, gdyż to wówczas dostarczamy im (lub nie) odpowiednich składników, a pielęgnacja "zewnętrzna" jest tylko uzupełnieniem tej "wewnętrznej".
 
Wiem jednak, jak trudno jest z dnia na dzień zmienić swoje nawyki żywieniowe, zrezygnować z ulubionych produktów i nagle zacząć się odżywiać wzorowo. I wcale nie musisz tego robić! Na początek wystarczą choćby drobne różnice, które dla włosów już będą miały ogromne znaczenie. Poniżej przedstawiam metodę małych kroków, która prowadzi do zmiany nawyków żywieniowych.
 
 
Podejmij wyzwanie :)

Chciałabym zaprosić Was do tego, aby przez najbliższy miesiąc zwracać większą uwagę na posiłki, które spożywamy, a także małymi kroczkami eliminować wszelkie szkodliwe produkty żywieniowe, nie rezygnując jednocześnie całkiem z rzeczy, które lubimy. Fajnie by było, gdyby część z Was po miesiącu zechciała się podzielić swoimi refleksjami i pomysłami dotyczącymi zmiany sposobu żywienia - zapraszam do pisania komentarzy i maili :)
 
Kluczem w tej metodzie jest dbanie o to, by przy okazji każdego posiłku zrobić coś dobrego dla naszego organizmu, a więc także włosów, paznokci, cery. Poniżej przedstawiam przykładowe działania, które są proste i z pozoru nieznaczące, a mogą nieco zmienić oraz wzbogacić naszą dietę :)
 
  • Pilnuj, aby w każdym Twoim posiłku znalazło się jakieś warzywo, choćby miał to być jedynie plasterek pomidora albo kilka oliwek. Do obiadu przygotuj surówkę.
  • Nie unikaj warzyw w zupie, zjedz przynajmniej jedną marchewkę. Jeśli nie przepadasz za gotowanymi warzywami, za pomocą blendera zrób zupę-krem.
  • Idąc do szkoły lub pracy, nie kupuj drugiego śniadania w piekarni po drodze, tylko zrób sobie kanapkę w domu. Wszystko jest lepsze od słodkich drożdżówek i pączków.
  • Jeśli masz ochotę coś przekąsić, zamiast czekoladowego batona wybierz banana, który jest słodki, pożywny i zawiera witaminy (w przeciwieństwie do batona).
  • Jeśli już musisz zjeść w McDonaldzie lub KFC, zrezygnuj z popijania "posiłku" (ciężko mi nazwać to posiłkiem ;p) colą. Zamiast tego wybierz wodę. Dla organizmu to kilka łyżeczek cukru i konserwantów mniej.
  • Jeśli pijesz dużo herbaty, od czasu do czasu zamieniaj ją na zioła, chociażby te instant z torebki (np. pokrzywa, melisa, lipa, rumianek), jeśli nie masz czasu zaparzyć prawdziwych. W moim przypadku dodatkowym atutem jest to, że zioła, w przeciwieństwie do herbaty, smakują mi nieposłodzone.
  • Jeśli lubisz słodkie soki i napoje i nie potrafisz z nich zrezygnować, przynajmniej trochę rozcieńczaj je wodą.
  • Codziennie możesz przygotowywać sobie deser, który zawiera dużo składników odżywczych. Kilka łyżej jogurtu naturalnego/kefiru/maślanki dodaj do dowolnych owoców (jeśli są duże, pokrój je w kostkę) - truskawek, malin, jagód, jabłek, gruszek, brzoskwiń, cytrusów, bananów itp. Do tego możesz dodać trochę otrąb, orzechów, rodzynek i innych suszonych owoców. Deser będzie słodki ze względu na owoce, więc nie trzeba go dodatkowo słodzić i jest on świetnym sposobem na codzienne uzupełnienie witamin i substancji odżywczych. Jeśli masz blender, całość możesz zmiksować i zrobić płynny koktajl.
 
Jak widać, nie są to kolosalne zmiany, a zawsze trochę więcej cennych składników i mniej śmieci w naszej diecie. Oczywiście najlepiej byłoby zupełnie zrezygnować z fast foodów, słodkich napojów, białego pieczywa, słodyczy, i tak dalej, i tak dalej... Jednak nie ma się co oszukiwać - żyjemy jak żyjemy i stuprocentowo zdrowe odżywianie jest w zasadzie niemożliwe. Dlatego ważne jest, aby zadbać przynajmniej o szczegóły, gdyż nawet drobiazgi mają dla naszych włosów ogromne znaczenie! :)
 
 
A Wy? Czy macie jakieś patenty na "przemycanie" składników odżywczych do codziennej diety? ;) Zapraszam serdecznie do dzielenia się pomysłami i osiągnięciami w kwestiii zdrowego odżywiania :)
 
Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

środa, 29 sierpnia 2012

Dzisiejsza wizyta u fryzjera - podcięcie i cieniowanie końcówek

Dzisiaj wybrałam się do fryzjera, aby pozbyć się zniszczonych końcówek. Nie były w jakimś tragicznym stanie, biorąc pod uwagę to, że mają za sobą wakacyjne wyjazdy, ale już nieco się przesuszyły i wystrzępiły. Postanowiłam także spróbować lekkiego cieniowania na samych końcówkach, żeby zobaczyć, jak będą się w ten sposób układały. Po raz kolejny muszę docenić moją fryzjerkę, która zawsze obcina dokładnie tyle, ile chcę, oraz nie robi nic ponad to, o co ją poproszę :) Teraz widzę, że nie warto było przez pięć lat unikać fryzjera jak ognia, a jedynie rozejrzeć się za takim, który potrafi słuchać i wie, ile to 2 cm.
 
Poniższe zdjęcia przedstawiają włosy przed i po wizycie u fryzjera:
 

Różnica jest, powiedziałabym, bardzo subtelna (rodzina oczywiście niczego nie zauważyła ;p), ale właściwie o to mi chodziło :) Na zdjęciu włosy są pofalowane od warkocza, którego zaplotłam na noc, nie do końca widać więc cieniowanie. To, w jaki sposób wyglądają i jak się układają, okaże się dopiero po kolejnym umyciu, ale już widać, że nie odstają i nie są tak toporne, jak były. No i, oczywiście, końcówki są ładniejsze i gładsze, choć czuję, że przydałby się im jeszcze jeden centymetr mniej... na razie jednak jeszcze będę zapuszczać, choć czuję, że za jakieś 3-4 miesiące będę już usatysfakcjonowana długością moich włosów :)
 
Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

niedziela, 26 sierpnia 2012

Jak dbać o włosy, by nie zbankrutować? cz. I


Przeglądając blogi, można dojść do nieco mylnego wniosku, że pielęgnacja włosów wiąże się z bardzo dużymi kosztami. W rzeczywistości wcale nie musi tak być - w tej notce chciałabym pokazać, że można dbać o włosy, nie wydając swoich wszystkich oszczędności.

Na początku powiem, że z natury jestem osobą oszczędną i nigdy pochopnie nie wydaję pieniędzy, nawet, jeśli są to niewielkie sumy. Dlatego też nie dałam się wciągnąć w szał wzmożonego kupowania i testowania kosmetyków, który można zaobserwować u wielu dziewczyn. Do pielęgnacji włosów podeszłam dość ostrożnie i stworzyłam swoje pielęgnacyjne minimum, które z czasem uzupełniam małymi kroczkami.
 
Prawda jest taka, że wcale nie trzeba kupować wielu kosmetyków, aby poprawić stan włosów. Jeszcze lepiej - kosmetyki naturalne (bądź "naturalne" - ciężko trafić na stuprocentowo naturalny kosmetyk) są na ogół dużo tańsze od profesjonalnych, naszpikowanych silikonami, drogeryjnych produktów, które w żaden sposób nie odżywiają włosów, a jedynie maskują ich zły stan. Już za kilka złotych można kupić dobrą odżywkę o sympatycznym składzie lub odpowiedający naszym potrzebom szampon. Trzeba jedynie wiedzieć, po jakie produkty sięgać, żeby być zadowolonym z zakupu i nie wyrzucać pieniędzy w błoto.
 
 
Jak kupować kosmetyki?
 
Jak nie zwariować, stojąc przy półce z kosmetykami? Czym się kierować, czego unikać, o czym pamiętać?
 
Przede wszystkim warto poczytać nieco o składnikach kosmetycznych, by być w stanie dokonać przynajmniej prostej analizy kosmetyku, który mamy w ręce. Nie warto wierzyć w opisy producentów - często mijają się one z prawdą. Producenci kosmetyków bazują na niewiedzy klienta, sprzedając mu produkt, który nie spełnia obietnic zamieszczonych na opakowaniu. Warto więc samemu zerknąć do składu i zobaczyć: czy ten szampon posiada silne detergenty, czy nie będzie zbyt mocny dla moich włosów? Czy ta odżywka zawiera naturalne ekstrakty, czy może silikony, których chcę unikać? Czy ten produkt posiada w składzie substancje, na które jestem uczulona? Dzięki podstawowej wiedzy będziesz mogła świadomie dobierać produkty, unikając kupowania w ciemno.
 
Kolejną pomocną rzeczą jest czytanie opinii o danym kosmetyku, choćby na innych blogach lub na Wizażu. Oczywiście każdy kosmetyk u różnych osób może się sprawdzić inaczej, ale jeśli mamy na oku coś droższego, a większość użytkowniczek była niezadowolona, należy się zastanowić, czy warto ryzykować.
 
Ponadto, zastanawiając się nad kupnem kolejnego kosmetyku, warto zastanowić się, czy rzeczywiście jest nam on potrzebny i nie kupować go tylko dlatego, że ktoś napisał o nim pochlebną recenzję. Po co mi kolejna odżywka, skoro na mojej półce w łazience stoi ich już pięć, a żadna nie jest zużyta nawet do połowy? Czasem zdarza się, że kosmetyki po kilku miesiącach zostają wycofane ze sprzedaży, ale na ogół raz wproawdzony produkt jest dostępny przez długi czas, więc z pewnością zdążysz go jeszcze wypróbować. Warto też pamiętać o tym, że każdy kosmetyk ma też jakiś termin przydatności i nie będzie się wiecznie nadawał do użytku.
 
I ostatnia, chyba najbardziej oczywista zasada: kupujemy kosmetyki z dolnej półki, jeśli nie chcemy wydać dużej ilości pieniędzy. Tylko pamiętamy o czytaniu składów. Jeśli kosmetyk jest tani, wcale nie oznacza to, że jest słaby! Kosmetyk za 5 zł często sprawdza się lepiej, niż ten za 50 zł. Należy tylko wiedzieć, jakie substancje w składzie są pożądane, a jakie nie.
 
W kolejnych notkach postaram się opisać kilka kosmetyków, które są niedrogie i mogłyby się znaleźć w pielęgnacyjnym wyposażeniu :)
 
 
Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na dodawanie postów, gdyż ciągle jestem w rozjazdach. Wczoraj wróciłam z Beskidu Niskiego, gdzie moje włosy (no, i nie tylko włosy...) przeżyły 11-godzinną wspinaczkę z dwiema burzami po drodze... mimo to wyjazd był zdecydowanie udany, a wędrówka niezapomniana :)
 
 
Jeśli ktoś chciałby zobaczyć trochę moich zdjęć (na wyjeździe nie obyło się bez wzmożonego fotografowania), serdecznie zapraszam na deviantArt lub na fotobloga.
 
Pozdrawiam serdecznie :)
Klaudia

wtorek, 14 sierpnia 2012

Włosy na wakacjach - Rumunia 2012


Cześć! Pozdrawiam Was serdecznie z Rumunii, w której ciągle jestem i niestety, ale przez ostatnie dni pogoda zmusza mnieła do czytania lub siedzenia przy Internecie - po kilku pięknych dniach pojawiły się chmury, deszcz i tylko trochę ponad 20*C. Na szczęście dzisiaj jest znowu pięknie, niestety jutro już stąd wyjeżdżam... Wczoraj, nie mając za bardzo nic ciekawego do roboty, postanowiłam zrobić włosowe podsumowanie wyjazdu.


Od początku włosy przysparzały mi sporo problemów i cały czas musiałam walczyć o to, aby przyzwoicie wyglądały, aż momentami opadały mi ręce. Powodem tego jest ciągłe przesuszenie, twardość, wygląd zaniedbanych i połamanych, mimo pielęgnacji :( Naprawdę, czasem zastanawiam się, czy te zabiegi w ogóle im jakoś służą, bo mam wrażenie, że moje włosy są na nie wyjątkowo oporne. Ostatni tydzień właściwie mnie dobił - zero blasku, puch, strąki i fruwanie naookoło głowy. Próbowałam przeciwdziałać na różne sposoby.

Będąc na wyjeździe, nie miałam za bardzo czasu na stosowanie oleju czy masek - moja pielęgnacja ograniczała się właściwie do umycia włosów płynem Facelle oraz nałożeniem na chwilę Isany z olejkiem babassu. Standardowo zabezpieczałam końce odżywką b/s i silikonami. Jednak siedząc ciągle na plaży lub na basenie musiałam je często związywać, a także kilka razy poprawiać fryzurę w ciągu dnia. Któregoś razu podczas czesania zobaczyłam, że wyglądają wyjątkowo źle i przestraszyłam się, że się połamały - zrobiłam wtedy chyba najgłupszą rzecz, jaką mogłam zrobić, a mianowicie, chcąc je lepiej zabezpieczyć, dodałam silikonowego serum do odżywki i nałożyłam na po umyciu. Tak tragicznych włosów, jak po tym zabiegu, chyba nigdy nie miałam :D Były niesamowicie twarde, obklejone, spuszone - nie polecam powielania takich pomysłów :P Wtedy to postanowiłam je oczyścić i zmienić strategię.

Z pomocą przyszła mi Isana z olejkiem babassu. Wspominając historię włosów Doreek na blogu Mysi postanowiłam pójść w jej ślady i skupić się głównie na nawilżaniu. Teraz po każdym myciu nakładam więc Isanę pod czepek i ręcznik na 20 minut. Bardzo dobrze na nie działa - naprawdę je wygładza oraz w znacznym stopniu nawilża, sprawia, że o wiele mniej się puszą i fruwają. Chyba zaczynam ją doceniać :) Gdy trochę odzyskały nawilżenie, okazało się, że przed nieszczęsnym eksperymentem z silikonami nie były połamane, a jedynie wysuszone. Isanę, za poradą Mysi, zaczęłam też stosować jako odżywka b/s - dzięki temu nawilżenie i zabezpieczenie jest jeszcze lepsze, a moje włosy przyjmują chyba każdą jej ilośc, więc ciężko jest je obciążyć.

Póki co włosy wyglądają nieco lepiej, więc chyba będę się trzymać tego planu do końca pobytu w Rumunii, a może nawet do końca lata :) W ogólnym rozrachunku wyglądają teraz tak:

Wiem, że nie wyglądają rewelacyjnie i nie wiem, czy kiedyś będą, ale na razie walczę :)
Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

sobota, 11 sierpnia 2012

Recenzja kremu Hautcreme, Herbamedicus na bazie oliwy z oliwek

Recenzja wyjątkowego produktu, który już chyba na dobre zagości na mojej półce :)


Krem Hautcreme, Herbamedicus na bazie oliwy z oliwek

Skład: Aqua, Glyceryl Stearate, Octyldodecanol, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Olea Europaea Fruit Oil, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothialzolinone, Methylisothiazolinone

Cena: 10-11zł/250ml (kupiłam w E.Leclerc)


Ostatnio pisałam o zmianie mojej pielęgnacji twarzy. Nie obeszło się w niej bez zmiany kremu. Herbamedicus jest produktem, który zastąpił mi parafinowe i silikonowe kremy, które przetłuszczały mi skórę.

Przy półce z kremami spędziłam dość dużo czasu, bo wszystkie miały silikony, parafinę albo - o, zgrozo - Alcohol Denat albo różne inne przyjemności. Już prawie straciłam nadzieję, że znajdę jakiś krem o sensownym składzie, ale w końcu w ręce wpadł mi Herbamedicus, który okazał się zdecydowanym strzałem w dziesiątkę :) O zakupie zadecydował jego fantastyczny skład - krótki, prosty, a przede wszystkim bez parafiny, silikonów i innych śmieci. Miałam wobec niego spore oczekiwania i, na szczęście, ani trochę się nie przeliczyłam :)

Produkt ma konsystencję przeciętnego kremu, jego zapach jest przeze mnie niewyczuwalny (jak wiele innych - chore zatoki...). Znajduje się w poręcznym, okrągłym opakowaniu, które mi się podoba. Jego cena jest niewysoka, co również mnie zdziwiło, kiedy porównałam jego skład z innymi kremami na półce... Jak dla mnie ten krem to fenomen - jedyny napotkany przeze mnie tego typu produkt, który nałożyłabym na twarz.

Jego skład mówi właściwie wszystko o jego działaniu. Krem bardzo dobrze się wchłania, świetnie nawilża, i najważniejsze - nie przetłuszcza skóry! Po jego użyciu przez kilka minut skóra może się wydawać nieprzyjemna, jakby czymś pokryta, ale po chwili to wrażenie znika i cera jest idealnie nawilżona, odżywiona, miękka i matowa :) Poza tym nie pozostawia na skórze żadnych substancji, "resztek", które mogłyby się na niej odkładać i ją przetłuszczać, tak jak to robiło wiele innych kremów, które stosowałam.

Nie ma co więcej mówić, jak dla mnie to krem na 6 - skład ma po prostu wzorowy, dokładnie taki, jaki powinna mieć większość kremów. Używam go dwa razy dziennie i dzięki niemu nie mam już problemu z zanieczyszczoną i tłustą cerą. Jeśli poszukujecie dobrego kremu, Herbamedicus mogę z całą pewnością polecić! Jestem nim zachwycona, nigdy nie miałam tak dobrego kremu :)


A tymczasem pozdrawiam Was serdecznie z Rumunii - niestety dzisiaj pogoda się zepsuła, jest dosyć zimno i do poniedziałku ma padać :( Całe szczęście, że mam ze sobą laptopa :)

Klaudia


piątek, 3 sierpnia 2012

Maseczka z miodu, majonezu i oleju, czyli na ratunek suchym włosom



Jak ostatnio wspominałam, od jakiegoś czasu moje włosy cierpią na chroniczne przesuszenie, spowodowane zapewne upałem i słońcem, a także brakiem czasu i sposobności na zabiegi pielęgnacyjne. W ciągu ostatnich dni wyglądały naprawdę źle, a na przedwczorajszym spacerze to już tak, jakby nigdy nie słyszały o odżywce do włosów :)


Postanowiłam więc, że zafunduję im jakąś domową maskę, aby je nieco nawilżyć i odżywić. Swoją drogą, dawno już takich masek nie stosowałam i nieco o nich zapomniałam, a teraz widzę, że wypadałoby do tego wrócić :)


Głównym założeniem maski było niestosowanie żadnych gotowych kosmetyków, a jedynie naturalne produkty. Postawiłam na nawilżające właściwości miodu i odżywcze majonezu. Całość prezentowała się następująco:
  • łyżka miodu
  • łyżka majonezu
  • kilka ml oleju z pestek winogron
Początkowo miałam zamiar użyć żółtka, ale zrezygnowałam z tego, bo żółtkowych masek zawsze wychodzi mi zdecydowanie za dużo. Miód zabił nieprzyjemny zapach majonezu, którego się obawiałam.

Całość lekko podgrzałam, aby miód się rozpuścił i aby powstała jednolita konsystencja, a następnie nałożyłam na 2 godziny pod czepek i ręcznik. Potem umyłam włosy balsamem Babydream fur Mama i nałożyłam na chwilę odżywkę Garnier Awokado&Karite.


Efekty? Bardzo zadowalające :) Włosy w znacznej części odzyskały nawilżenie, a także stały się miękkie, błyszczące i bardziej wygładzone - wszystko za sprawą naturalnych, domowych składników!


Przydałoby się powtórzyć zabieg, aby nawilżenie wróciło zupełnie, ale nie wiem, czy uda mi się to zrobić przed niedzielnym wyjazdem... ale tak czy inaczej, mają się teraz o wiele lepiej!
Tak więc, jeśli Wasze włosy też cierpią na letnie wysuszenie, serdecznie polecam zrobić sobie taką maskę - efekty są świetne i natychmiastowe :)
 
 
Pozdrawiam,
Klaudia

środa, 1 sierpnia 2012

Moje włosy - Sierpień 2012

Podsumowanie kolejnego miesiąca.

Minęło ponad pięć miesięcy, odkąd zaczęłam dbać o włosy i mogę powiedzieć, że z jednej strony jestem zadowolona z ich stanu, z innej nie. Jestem zadowolona, ponieważ teraz nie są tak wysuszone i zniszczone, jak były jeszcze kilka miesięcy temu, wreszcie są miękkie, zyskały także sporo na gęstości, co mnie najbardziej cieszy, bo już myślałam, że ich nie odratuję po przed- i pomaturalnym stresie.

Dlaczego jednak nie jestem zbytnio zadowolona? A no dlatego, że moje włosy ciągle są nierówne i prawdopodobnie zawsze już takie będą. To niestety oznacza, że nigdy nie będą gładkie i nie będą się błyszczały :( Jestem tym nieco podłamana, bo tu niby wyglądają lepiej, a tak naprawdę przez cały czas sprawiają wrażenie, jakbym się od tygodnia nie czesała - wszędzie fruwają krótkie, nierówne włosy, których nie da się ujarzmić i nie pomagają tu ani oleje, ani odżywki. Wiem, że pisałam o tym już wielokrotnie, ale nadal nie wiem, jaka jest tego przyczyna i nie wiem, jak Wy to robicie, że Wasze włosy są takie gładkie przy podobnej pielęgnacji... jeśli ktoś mógłby mi coś poradzić, byłabym bardzo wdzięczna :) Myślę jednak, że mimo wszystko po tych pięciu miesiącach ich kondycja jest lepsza, co widać gołym okiem chociażby na zdjęciach.

1.08.2012

Zdjęcie zostało zrobione przed chwilą. Włosy umyłam wczoraj i na noc związałam w koczka. Oczywiście do zdjęcia próbowałam je przygładzić, jak tylko mogłam, żeby nie wyglądały jak totalna szopa... Udało mi się to z miernym skutkiem. W ciągu ostatnich dwóch tygodni nie zajmowałam się nimi jakoś specjalnie z tej racji, że są wakacje, a więc albo gdzieś wyjeżdżałam, albo po prostu nie chciało mi się siedzieć przez kilka godzin w domu z olejem albo odżywką na głowie :) W tym momencie są jakby trochę wysuszone, pewnie przez niestosowanie masek przez dłuższy czas. W najbliższą niedzielę wyjeżdżam na dwa tygodnie do Rumunii, więc jestem ciekawa, jak to przetrwają.


Produkty, których używałam w lipcu:

- balsam do kąpieli Babydream fur Mama, szampon Barwa tataro-chmielowy
- odżywka Garnier Awokado & Karite
- maska Alterra Granat & Aloes
- olejek Alterra Granat & Awokado
- odżywka bez spłukiwania Joanna Miód & Proteiny mleczne
- serum Loreal Proffesional
- odżywka Jantar (jako wcierka)
- Skrzypovita (do połowy miesiąca)


Jak widać, zużyłam kilka kosmetyków i raczej nie wprowadzałam nic nowego - może stąd ten marazm ;p W lipcu nie stosowałam już olejku rycynowego, bo mi się skończył, ani winogronowego, bo zwykle używałam go w połączeniu właśnie z rycynowym. Zastanawiam się więc, czy puszeniu nie jest winny nadmiar Alterry, której używałam częściej z racji tego, że jest wygodna w użyciu i ma poręczne opakowanie, które można ze sobą zabrać na wyjazd. Mniej więcej w połowie miesiąca odpuściłam też sobie stylizację fal - a niech się dzieje, co chce.

Przyrost wygląda następująco:


Wydaje mi się, że jest nieco mniejszy niż miesiąc temu, albo zbliżony, czyli około 2 cm. Wniosek z tego jest taki, że albo wcierka Jantar jest tak samo skuteczna, jak olejek rycynowy, albo żaden z tych przyspieszaczy nie jest skuteczny ;] Muszę chyba sprawdzić, jak szybko moje włosy rosną w "warunkach normalnych". Ogólnie mam wrażenie, że Jantar u mnie nie działał - włosy nie rosły szybciej (chyba), nie stały się mocniejsze czy bardziej błyszczące, nie przestały wypadać... co do nowych włosów nie mogę się wypowiedzieć, bo po prostu i tak rosną mi przez cały czas, stąd wynika to, że są nierówne.

Orientacyjna długość moich włosów wynosi teraz 40 cm, a grubość w kucyku 8,5 cm - zwłaszcza ta druga liczba mnie cieszy, bo sama widzę, że są teraz o wiele bardziej gęste niż były :)


Plany na sierpień:
Pod koniec miesiąca (po powrocie z Rumunii) wybiorę się na podcięcie końcówek. Aktualnie nie są one w złym stanie, ale podejrzewam, że po wyjeździe będą. Chyba zdecyduję się też na lekkie cieniowanie na końcówkach - zobaczymy, jak będą się zachowywały. Po powrocie wybiorę się też na zakupy, bo kończy mi się praktycznie wszystko - przede wszystkim odżywka i maska, kupię też olejek rycynowy. Sierpień będzie pewnie kolejnym niezbyt postępowym miesiącem, z tej racji, że przez jego połowę mnie nie będzie i będę zdana na warunki wyjazdowe... Oczywiście ważnym punktem w planach na najbliższe tygodnie jest przetrwanie wakacji, tj. słonej wody, piasku i wiatru :)


Mam teraz do Was pytanie.
Po pierwsze, czy znacie jakieś dobre maski do włosów, które mogę dostać w drogerii, supermarkecie albo aptece i których nie muszę zamawiać przez Internet? Od jakiegoś czasu przyglądam się maskom i nie mogę trafić na nic ciekawego ani w supermarketach, ani w Rossmanie, a mam ochotę zamienić Alterrę na coś innego. Byłabym wdzięczna za wskazówki, bo na wielu blogach czytam o różnych maskach, ale niestety nie mam pojęcia, gdzie mogę je dostać...
Po drugie, znacie jakieś metody na blask włosów? Wiem, że powinno pomóc olejowanie i kwaśne płukanki, ale niestety to za mało dla moich włosów. Podejrzewam, że nigdy nie będą się jakoś specjalnie błyszczały, dopóki będą nierówne, ale może ktoś mógłby mi coś polecić... oczywiście będę też wdzięczna za wszelkie wskazówki dotyczące zlikwidowania mojego problemu.


Na koniec jako ciekawostkę mogę dodać zdjęcie moich włosów zrobione wczoraj wieczorem z lampą:


Teraz widać już, dlaczego jestem przeciwniczką fotografowania włosów z lampą... bo widać, jak bardzo mijają się one z rzeczywistością ;)


Pozdrawiam,
Klaudia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...