Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

czwartek, 20 grudnia 2012

Kuracja skrzypokrzywą. Miesiąc 1: podsumowanie

Około miesiąc temu rozpoczęłam kurację skrzypokrzywą. Postanowiłam więc, że napiszę małe podsumowanie minionych czterech tygodni :) Były na pewno owocne i z pewnością będę jeszcze kontynuowała kurację.
O skrzypokrzywie pisałam tutaj. Przez ostatni miesiąc piłam ją codziennie według zamieszczonego na moim blogu przepisu. Moim głównym celem było zahamowanie wypadania oraz uzyskanie babyhair, ponieważ chciałabym zagęścić włosy. Co udało mi się osiągnąć?
 
 
Wypadanie: Mniej więcej po dwóch tygodniach zażywania włosy znacznie przestały wypadać! Bardzo mnie to zaskoczyło. Wcześniej podczas mycia wypadały garściami, aktualnie jest to tylko kilka włosów, których nawet nie zauważam. Ogólnie wydaje mi się, że włosy się zagęściły, ale nie udało mi się dokładnie zmierzyć ich obwodu w kucyku.
 
Babyhair: Niestety nie zaobserwowałam. Być może piję skrzypokrzywę za krótko, aby zdążyły wyrosnąć nowe włosy. Dam znać po kolejnym miesiącu :)
 
Przyspieszenie porostu: Wydaje mi się, że niewiele się tu zmieniło, ale ciężko mi to stwierdzić, gdyż co miesiąc włosy podcinam i nie mierzę ich przyrostu.
 
Paznokcie: Nie zauważyłam żadnej zmiany.

Skutki uboczne: Właściwie również żadnych nie zaobserwowałam. Pokrzywa nie zadziałała u mnie moczopędnie, starałam się przyjmować więcej płynów, ale kiedy mi się nie udawało, nie działa się tragedia. Nie pogorszyła mi się także cera. Przyjmowanie skrzypokrzywy nie było w żaden sposób uciążliwe, odpowiada mi jej smak.


Choć nie udało mi się osiągnąć wszystkiego, co zaplanowałam, będę kontynuować kurację. Aktualnie jestem w trakcie kilkudniowej przerwy, za jakieś 2-3 dni powrócę do regularnego picia :) Następne podsumowanie za miesiąc!

Pozdrawiam,
Klaudia

niedziela, 16 grudnia 2012

Błędy w pielęgnacji moich włosów przed włosomaniactwem

 
Dziś chciałam poruszyć temat dotyczący błędów, jakie popełniłam w pielęgnacji swoich włosów. W jaki sposób doprowadziłam je do takiego stanu, jak na zdjęciach, skoro niby przez cały czas o nie dbałam...?
 
Kondycja włosów była dla mnie zawsze bardzo ważna, dlatego też nie było mowy o ich farbowaniu, prostowaniu ani nawet suszeniu suszarką. Jak widać, na niewiele się to zdało - mimo unikania wyżej wymienionych zabiegów moje włosy były zniszczone na całej długości! Czasem sama się zastanawiam, jak mi się to udało tak je zniszczyć za pomocą zaledwie kilku zaniedbań :P Jakie były to zaniedbania?
 
 
1. Niepodcinanie końcówek
 
Zdecydowanie największy popełniony błąd, czyli zapuszczanie na siłę. Włosy były długie, ale bardzo słabe, połamane i suche, a w pewnym momencie przestały rosnąć. Gdybym podcinała je regularnie, urosłyby szybciej i wyglądałyby dużo lepiej. Szkoda, że nie można cofnąć czasu :(
 
2. Stosowanie zbyt mocnych szamponów
 
Moje włosy były bardzo słabe i cienkie przez codzienne stosowanie szamponów ze SLS, które dosłownie paliły mi włosy. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że polecany drogeryjny szampon może im szkodzić! Od kiedy stosuję łagodne detergenty, stały się grubsze i nabrały siły.
 
3. Zła dieta
 
Jako wielka miłośniczka fast foodów, zupełnie nie pomyślałam o tym, że nieodpowiednie odżywianie może wpłynąć na kondycję moich włosów. W tej kwestii nadal nie jest idealnie, ale wiele się poprawiło. Teraz moje włosy rosną o wiele mocniejsze.
 
4. Brak odżywiania
 
Po każdym myciu stosowałam co prawda odżywkę, ale praktycznie nigdy nie używałam masek (ani drogeryjnych, ani tym bardziej domowych). Uważałam, że niewiele pomogą...
 
5. Niedelikatne traktowanie
 
Rozczesywanie na mokro. Spanie w rozpuszczonych. Niezabezpieczanie ich przed warunkami atmosferycznymi. Szarpanie podczas czesania. Używanie nieodpowiedniej szczotki. Zbyt długie trzymanie pod ręcznikiem po umyciu. I mogłabym tak wymieniać dłużej.
 
 
Wydaje mi się, że wymienione błędy miały największy wpływ na kondycję moich włosów. Nic więc dziwnego, że były one cienkie, słabe, sztywne i połamane. Pisząc ten post, po raz kolejny przekonuję się, jak ważna jest ich świadoma pielęgnacja :) Dziś włosy wyglądają o wiele lepiej - przede wszystkim są grubsze, jest ich więcej, są lepiej nawilżone i odżywione. Mam nadzieję, że różnicę widać na zdjęciach :P
 
 
Jeśli chodzi o obecny stan moich włosów, nie są one idealne - ciągle pozbywam się dolnej, najsłabszej i najbardziej zniszczonej warstwy, czasem walczę z przesuszeniem albo wypadaniem, ale i tak uważam, że poprawa jest bardzo duża! :) Mam nadzieję, że moja notka będzie dla niektórych z Was przestrogą i nauką na cudzych błędach :)
 
 
Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

wtorek, 11 grudnia 2012

Zrób to sama. Ulepszamy balsam do ust

Ostatnio na którymś z blogów natknęłam się na wpis poświęcony temu, w jaki sposób można samemu zrobić balsam do ust. Do tego celu potrzebny jest wosk, którego niestety nie posiadam, pomyślałam jednak, że mimo to mogę się trochę pobawić w inny sposób i postanowiłam dodać co nieco do gotowego balsamu.

 


Truskawkowy balsam do ust Yves Rocher dostałam w prezencie już jakiś czas temu. Dość dobrze nawilżał i wygładzał usta, zużyłam go jednak mniej niż połowę (zużycie widać na zdjęciu). Powodem tego była bardzo gęsta, zbita konsystencja - na początku nie było trudno wydobyć go z pojemniczka, jednak kiedy było go mniej, coraz trudniej było go aplikować, aż w pewnym momencie zupełnie nie dało się go nabrać za pomocą palca. Balsam wylądował gdzieś w szufladzie i zapomniany leżał tam przez kilka miesięcy.
Po przeczytaniu wyżej wspomnianego postu przypomniałam sobie o nim i postanowiłam zadziałać - no bo dlaczego ma leżeć i się "kurzyć", skoro można go troszeczkę poprawić i nadal używać? :)
 

 
Krok po kroku:
 
Na początku podgrzewałam balsam nad palnikiem do momentu, aż uzyskał całkowicie płynną konsystencję. Następnie dodałam do niego kilka kropli olejku z pestek winogron oraz kroplę olejku rycynowego. Całość zamieszałam za pomocą wykałaczki, jeszcze chwilę podgrzałam, a następnie odstawiłam do całkowitego zastygnięcia.
 
Po zastygnięciu konsystencja balsamu była już dużo lepsza - łatwo było go nabrać, jednak jego działanie nawilżające było nieco słabsze i po kilku minutach od użycia na ustach pojawiało się wrażenie suchości. Zmienił się także trochę jego smak. Postanowiłam więc podgrzać go ponownie i dodać do niego kilka kropli olejku migdałowego, odrobinę miodu i czerwonej pomadki, aby zmienić troszeczkę jego kolor.
 
Po ponownym zastygnięciu balsam wyglądał tak:
 
 

Ma ładny kolor, lekką, musową konsystencję i fajnie pielęgnuje usta :) Warto więc było troszkę nad nim popracować, gdyż inaczej pewnie w końcu wylądowałby w śmietniku.
 
Niestety większość dodanego miodu wylądowała na dnie, więc chyba podgrzeję go raz jeszcze i spróbuję termu zaradzić :P Jestem pewna, że to nie koniec mojej zabawy z udoskonalaniem kosmetyków - następnym razem kupię wosk i spróbuję zrobić od zera swój własny balsam :)


 
Pozdrawiam,
Klaudia

sobota, 8 grudnia 2012

[2] PRZEPIS NA SOBOTĘ: Kiwi. Urozmaicamy dietę


Dziś sobota, a więc czas na drugi element cyklu :) Dzisiejszy wpis poświęcony będzie pysznemu owocowi, którym ostatnio się zajadam, a który jest jednocześnie doskonałym źródłem witamin - aktinidii chińskiej, znanej potocznie jako kiwi.


Co zawiera kiwi?

- jedno duże kiwi dostarcza dzienne zapotrzebowanie na witaminę C - jest jednocześnie jej najlepszym źródłem, zawiera jej więcej niż cytrusy!
- witaminę K
- potas - jego brak prowadzi do zmęczenia i osłabienia, jedzenie kiwi więc w pewien sposób dostarcza nam sił i energii :)
- witaminę E, która jest bardzo dobra dla naszej cery (chroni przed zmarszczkami)
- witaminy w grupy B
- kwasy owocowe i enzymy, które ułatwiają przemianę materii
- cynk - wpływa korzystnie na kondycję włosów, paznokci i cery
- miedź, kwas foliowy, magnez, wapń oraz błonnik


Dzięki zawartości witamin jedzenie owoców kiwi zapobiega przeziębieniom, ułatwia leczenie grypy, wpływają na poprawę samopoczucia i działają kojąco na nerwy. Chroni także przed chorobami serca i zmianami miażdżycowymi, wspomaga też oczyszczanie organizmu z toksyn.

Owoce kiwi można spożywać na surowo, także ze skórką, bo znajduje się w niej wiele witamin i substancji odżywczych.


Przepis na koktajl z kiwi:

Z owoców aktinidii chińskiej można wyczarować wiele deserów, ja jednak podzielę się tym, który sama robię najczęściej - pyszny i pożywny koktajl :)

Źródło: http://kotlet.tv/

Składniki:
- 1 kiwi
- 1 banan
- kefir, maślanka lub jogurt naturalny (ważne, aby nie było to mleko!)
- zarodki pszenne lub otręby
- opcjonalnie łyżka miodu (nie cukru) do smaku

Owoce kroimy i miksujemy blenderem, następnie dolewamy trochę kefiru/maślanki/jogurtu wedle uznania, dodajemy miód, otręby i całość ponownie miksujemy. Otrzymany koktajl jest zdrowy, bardzo pożywny, a na dodatek przepyszny! :)

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam owoce kiwi, mogłabym je jeść codziennie :)


Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Moje włosy - Grudzień 2012


Listopad minął niestety pod hasłem niezbyt udanych planów powziętych na początku miesiąca. Zaczęło się od nieudanej falowej akcji, później dołączyła do tego nie najlepsza dieta, a skończyło się na lekkim przesuszu pod koniec miesiąca. Przez cały czas od ostatniej aktualizacji męczyłam się też z wypadaniem - olejek łopianowy nie pomagał mimo regularnego stosowania.
 
Na szczęście w listopadzie były też wzloty - wreszcie postanowiłam wypróbować skrzypokrzywę (kurację rozpoczęłam 21.11), a także, według obietnicy z zeszłego miesiąca, podcięłam włosy. Jak już mówiłam, będę to robić co miesiąc, ponieważ póki co ich nie zapuszczam.
 
Mimo podcięcia i braku stosowania przyspieszaczy włosy troszeczkę urosły:
 
 
Od razu przepraszam za kiepskie (i nierówno zestawione...) zdjęcia - niestety coraz trudniej o dobrą pogodę i oświetlenie, a unikam robienia zdjęć z lampą, bo nic na nich nie widać. Chciałabym też kiedyś w końcu dodać zdjęcie włosów niepofalowanych od warkocza, ale póki co cały czas w nim śpię oraz chodzę, kiedy jestem w domu, a nie chce mi się prostować włosów jedynie do zdjęcia.
 
Poza tym włosy właściwie nie mają się najgorzej - są zdrowe już prawie na całej długości, bardzo miękkie i o wiele gładsze niż kiedyś :) Gdyby jeszcze udało mi się uzyskać większy blask...
 
 
Plany na grudzień:
 
1. Kontynuować kurację skrzypokrzywą (przez cały miesiąc)
2. Uzupełnić zapasy kosmetyczne
3. Pić więcej wody (niezbyt udany plan powzięty również na listopad)
4. Dbać o dietę (w grudniu nie będzie to łatwe ze względu na ilość słodyczy jaką zjem w święta :P)
5. Chodzić spać przed północą. Z tym będzie chyba najtrudniej...
 
 
No i nadal walczę o gęstość... mam nadzieję, że skrzypokrzywa okaże się trafionym suplementem.
 
A teraz lecę uczyć się na jutrzejsze kolokwium z chińskiego :) Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego wieczoru! :)
 
Klaudia

niedziela, 2 grudnia 2012

Co najlepiej wygładza i nawilża moje włosy?

Dobra wiadomość - mój kumputer już działa! :) Okazało się, że to nic poważnego, wystarczyło tylko wznowić działanie systemu i wszystko jest już ok. Dlatego też jeszcze dzisiaj zamieszczam nową notkę, a jutro pojawi się miesięczna aktualizacja :)


http://www.thread.co.nz/
 
Wiem, że wiele z Was szuka idealnego sposobu na to, aby uzyskać jak najlepsze nawilżenie i wygładzenie swoich włosów. Nie jest to łatwe, ale ja mogę się pochwalić, że w swoim przypadku taki sposób znalazłam :)
 
Kiedy chcę maksymalnie wygładzić swoje włosy albo przywrócić im nawilżenie po nieco gorszym okresie, stosuję olejowanie na odżywkę z użyciem olejku migdałowego. Nic do tej pory nie sprawdziło się tak rewelacyjnie! Na lekko zwilżone włosy nakładam sporą porcję odżywki (najlepiej sprawdza się Isana z olejkiem babassu, ale inne bezsilikonowe, treściwe odżywki też będą dobre), a następnie niewielką porcję olejku migdałowego (używam olejku zakupionego na Ukrainie). Całość trzymam 2-3 godziny pod czepkiem i ręcznikiem. Po umyciu włosy są po prostu idealne - doskonale nawilżone, dociążone, a ponadto niesamowicie gładkie i miękkie! Nic im wtedy nie brakuje, mogłyby być takie zawsze :)
 
Sam olejek również dobrze wygładza włosy, ale dopiero odżywka dostarcza im substancji nawilżających, które wraz z olejem zostają dobrze przyswojone, co owocuje świetnym stanem włosów :)
 
Jeśli macie olejek migdałowy, polecam wypróbować ten sposób! Ten olejek jest moim zdecydowanym faworytem w gronie swoich konkurentów :)
 
Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...