Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

sobota, 28 września 2013

Wielki plan DENKO (wrzesień 2013)

Rzadko tu ostatnio bywałam, a w czasie mojej nieobecności na blogu trochę się w moim życiu pozmieniało. Może nie są to jakieś diametralne zmiany, ale dla mnie znaczące. Przede wszystkim stwierdziłam, że mam za dużo rzeczy, tak zwyczajnie. Postanowiłam między innymi pozbyć się części zasobów mojej szafy (być może niedługo zorganizuję wyprzedaż części tych rzeczy - jesteście zainteresowane? ;)). Innym przejawem zmian jest chęć pozbycia się nadmiaru kosmetyków, które zalegają mi na półkach. Wiele z nich się dubluje, a części z nich już nie używam, bo już mam lepsze, nowsze. A po co mi trzy kremy do rąk, po co siedem olejków, skoro na co dzień używam dwóch, po co kupować nowe lakiery do paznokci, skoro stare nie są zużyte nawet do połowy, a już przysychają?

Nie chcę zużywać tych produktów po to, by zastąpić je nowymi, po prostu uznałam, że jestem w stanie się bez nich obejść. Chcę w ten sposób wprowadzić trochę porządku w moich rzeczach, a także mam nadzieję, że przyczyni się to w przyszłości do wzmożonego oszczędzania.

Przejrzałam wszystko, co mam, i oto nazbierała się taka pula do zużycia:


1. Krem do stóp Avon Foot Works - kupiłam go dawno temu, lubię go, ale kremów do stóp z reguły rzadko używam, spokojnie można je zastąpić zwykłym balsamem. Zostało mi go zaledwie na 1-2 użycia, więc niedługo się z nim uporam. Zużyte!

2. Krem do rąk BeBeauty - wycofany skarb włosomaniaczek, na mnie jednak nie zrobił wielkiego wrażenia: jego konsystencja jest zbyt gęsta, zamiast ujarzmiać i wygładzać, obkleja mi włosy. Została mi mniej więcej połowa, to może być spory problem.

3. Kakaowy krem do ciała Isana - produkt, z którym totalnie się nie polubiłam. Właściwie to jego używanie jest dla mnie męką, tak męczy mnie jego zapach, a na włosach nie sprawdził się zupełnie. Używam go jednak regularnie, nie zostało mi już dużo, więc niedługo wykończę.

4. Masło do ciała Awokado, Bielenda - zupełnie nie wiem, co mam zrobić z tym produktem. Nie kupiłam go, tylko dostałam. Zapowiadał się obiecująco, a okazał się być śliską, lepką, parafinowo-silikonową mieszanką obklejającą skórę. Użyłam kilka razy, stoi prawie nietknięty a ja zachodzę w głowę, co z nim zrobić. Może macie jakiś pomysł?

5. Perfumy - mam dwa flakoniki dość starych perfum, używam ich od dawna i już mi się znudziły. Problemem tu jest to, że często perfumy dostaję, praktycznie żadnego zapachu nie wybrałam sama, a ciągle piętrzą mi się nowe. Tych dwóch nie zostało już dużo, jednak perfumy trudno jest zużyć w ekspresowym tempie.

6. Olejek łopianowy Green Pharmacy - produkt, który niezbyt się sprawdził. Nie stosuję go solo, zużywam, dodając do różnych olejowych mieszanek. Jeszcze sporo go zostało... Zużyte!

7. Olejek Amla - zużyłam połowę i więcej nie mogę, bo ze względu na zapach mam zakaz jego używania w domu :P Również nie spełnił moich oczekiwań, trudno będzie mi go wykończyć.

8. Olejek migdałowy - zostało go około 25% w buteleczce, lubię go bardzo, choć ostatnio częściej używam oleju lnianego, który sprawdza się równie dobrze. Myślę, że szybko sobie z nim poradzę.

9. Alterra Granat & Awokado - lubię ten olejek, ale mam inne, lepsze. Zostało go zaledwie trochę na dnie, buteleczka stoi już praktycznie pusta, więc zużyję na olejowaniu włosów i twarzy. Zużyte!

10. Nafta kosmetyczna - użyłam zaledwie raz czy dwa, ale już czuję, że ten zakup to totalny niewypał. Stoi cała butelka, nie mam pojęcia, jak mogę ją sensownie wykorzystać.

11. Lakiery do paznokci - na zdjęciu jest ich tylko kilka, ale posiadam ich więcej, wiele z nich już przysycha albo zaczyna się rozwarstwiać. Tak jak pisałam ostatnio, przestałam praktycznie malować paznokcie, a tuż przed tą rewolucją kupiłam kilka nowych kolorów. Trudno będzie mi je zużyć, ale zacznę od tych najbardziej priorytetowych.

12. Cienie do powiek - trzymajcie mnie! Nawet nie wiedziałam, że tyle ich mam, a cieni nie używam praktycznie w ogóle. Nie mam pojęcia, co z nimi zrobić, raczej ich nie zużyję, a nawet nie mam ich ewentualnie komu oddać albo zużyć w niekonwencjonalny sposób. Chyba, że macie na to jakieś patenty. Wyrzucone

+ (niewidoczne na zdjęciu)
13. Tusz do rzęs Miss Sporty - znaleziony przy okazji porządków, zapomniałam, że go mam. Wolę ten, którego używam aktualnie, ale spróbuję go trochę poużywać. Zużyte!

14. Kredki do oczu - mam ich kilka, nawet w różnych kolorach, a na co dzień i tak używam jednej, czarnej. Nad tym też będę musiała popracować.


Wszystkie rzeczy umieszczam w specjalnym miejscu przeznaczonym na produkty "do zużycia". Nie wyznaczam sobie specjalnych granic czasowych, po prostu wybrałam kilka kosmetyków, których będę używać priorytetowo, nie chcę, aby coś się w ten sposób marnowało. Tak jak pisałam, chcę po prostu uszczuplić swoje zapasy i unikać niepotrzebnych zakupów w przyszłości.


Jeśli macie jakieś patenty i pomysły na to, jak można w sensowny sposób wykorzystać przedstawione wyżej produkty, podzielcie się! Będę wdzięczna za wszystkie porady :)

Pozdrawiam Was serdecznie,
Klaudia

środa, 25 września 2013

Moje włosy - Wrzesień 2013. Dwa miesiące po podcięciu

Mijają już dwa miesiące od ostatniego podcięcia, po którym postanowiłam, że będę zapuszczać włosy. Podsumowanie pierwszego miesiąca walki o długość możecie przeczytać tutaj. A jak wygląda sytuacja po drugim miesiącu?

aktualne włosy

Na zdjęciu włosy są nieco obciążone i w nieładzie, gdyż wczoraj eksperymentalnie zastosowałam olej kokosowy, który nie do końca mi się domył. Widać jednak dość dobrze długość - na złapanie "dobrego dnia" włosów będę musiała chyba jeszcze trochę poczekać ;)

Co stosowałam w tym miesiącu?
  • Calcium Pantothenicum jako suplement (3 tabletki dziennie)
  • olej rycynowy + łopianowy na skalp przed myciem
  • wzmacniający tonik Babuszki Agafii jako wcierka dwa razy dziennie
  • dwa razy dziennie masaż skalpu
  • brak podcinania końcówek

Wszystkie kuracje przeprowadziłam z kilkunastodniową przerwą, podczas której wyjechałam i nie miałam możliwości stosowania olejów, skończyło mi się także Calcium. Mam nadzieję, że ta przerwa nie wpłynie znacząco na skuteczność suplementacji.

A tak prezentuje się porównanie długości od początku zapuszczania:
porównanie długości: lipiec, sierpień, wrzesień
Myślę, że jest nieźle. Praktycznie udało mi się odzyskać długość sprzed podcięcia, a włosy rosną teraz dość szybko, co widzę chociażby po długości warkoczyków i odroście. Wydaje mi się, że zaczynam wreszcie ruszać z martwego punktu i pomału odczuwać fakt, że moje włosy zaczynają być długie ;)

Ponadto istotnym osiągnięciem w minionym miesiącu jest to, że udało mi się znacznie ograniczyć przetłuszczanie. Nie mam pojęcia, co na to wpłynęło, jednak ostatnio myję włosy aż co 3-4 dni, nie co 2, jak miałam od lat w zwyczaju. Nie wiem, jak to się stało, ale mnie to cieszy, choć dziwnie się czuję z tym, że tak rzadko myję włosy :P Myślę jednak, że rzadsze mycie będzie im służyć ze względu na rzadszy kontakt z detergentami, będą też miały więcej czasu na odbudowanie naturalnej bariery ochronnej i naturalne "natłuszczenie" przed kolejnym myciem. Zaczynam się zastanawiać, czy aby rzeczywiście "przetrzymywanie" włosów i przyzwyczajanie ich do rzadszego mycia nie jest przypadkiem drogą w dobrym kierunku. Zobaczymy, jak będzie dalej ;)

Plan na kolejny miesiąc:
  • Calcium Pantothenicum - ostatnie (trzecie) opakowanie, zwiększenie dawki do 4 tabletek dziennie
  • olej rycynowy + łopianowy na skalp - rycyna już mi się kończy, więc przez jakiś czas będę stosować sam olej łopianowy, może z dodatkiem Amli. Sam się raczej nie sprawdza, chcę go po prostu zużyć. Po jego wykończeniu wypróbuję olej musztardowy.
  • wzmacniający tonik Babuszki Agafii - używam od niedawna, buteleczka jest jeszcze pełna, więc zamierzam stosować do wykończenia.
  • masaż skalpu - dwa razy dziennie (przy okazji stosowania wcierki)
  • podcięcie - wolałabym go uniknąć, jednak włosy nie mają się najlepiej po wakacjach. Niewykluczone więc, że podetnę około 1 cm (sama).

Pozdrawiam Was serdecznie,
Klaudia

sobota, 21 września 2013

Eksperyment: Dwa miesiące bez lakieru do paznokci

Wiem, że strasznie się opuściłam w ostatnich miesiącach, jeśli chodzi o blogowanie. Przyczyną tego jest to, że ciągle gdzieś wyjeżdżam i zwyczajnie albo mnie nie ma, albo mam na głowie pakowanie i przygotowania, albo z kolei jestem zajęta ogarnianiem różnych spraw po powrocie. Musicie mi wybaczyć. Włosy na szczęście jakoś się trzymają, ale dość mocno "zaniedbałam" paznokcie. Ale, czy na pewno? No właśnie ;)

Kiedy 15 lipca wyjeżdżałam na kilka dni, dzień przed wyjazdem nie miałam czasu na malowanie paznokci. Zmyłam więc poprzedni lakier i pierwszy raz od kilku lat wyszłam z domu z "nagimi" paznokciami i postanowiłam nie robić z nimi nic aż do powrotu. Tak jak pisałam tutaj, wcześniej przez cały je malowałam, ponieważ uważałam to za klucz do tego, by były mocne. Byłam pewna, że kiedy nie pokryję ich lakierem, natychmiast się połamią i pokruszą.

Od tamtej pory minęły już dwa miesiące, a moje paznokcie obecnie wyglądają tak:



Zmuszona jestem odwołać wszystko, co mówiłam do tej pory. Jak widać, nie połamały się i nie zniszczyły. Wręcz przeciwnie, są mocne jak nigdy wcześniej, grubsze, zniknęły także przebarwienia, a płytka wyraźnie się wygładziła! Pierwsze efekty wzmocnienia były widoczne już po kilku dniach niemalowania, choć właściwie wyglądały wtedy okropnie - wciąż były cienkie, szorstkie, bardzo nieprzyjemne i jakby suche w dotyku. Wiele razy myślałam o tym, by je w końcu pomalować, ale postanowiłam jeszcze trochę poczekać i zobaczyć, co się będzie z nimi działo. Jak widać, eksperyment się powiódł. Od tamtej pory ich nie maluję i ich stan jest bardzo dobry.

Zastanawiam się, co może być przyczyną takiego stanu rzeczy. Stawiam na to, iż osłabienie paznokci nie jest działaniem samego lakieru, a zmywacza, który oprócz emalii rozpuszcza także płytkę, zdzierając z niej naturalną barierę ochronną i powodując w niej ubytki.

Wnioski na przyszłość? Chyba zrezygnuję z ciągłego malowania na rzecz robienia tego tylko od czasu do czasu, dla przyjemności, kiedy będę miała ochotę. Jak widać, ciągłe stosowanie lakieru i zmywacza nie służy paznokciom w taki sposób, jak mi się zawsze wydawało.

Jakie jest Wasze zdanie i doświadczenie na temat szkodliwości lakierów/zmywaczy do paznokci?

Pozdrawiam,
Klaudia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...