Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

środa, 26 czerwca 2013

Kilka słów na temat mojej nieobecności

Od kilku dni zabieram się do napisania nowej notki. Siadam, piszę kilka zdań, po czym zrezygnowana wyłączam stronę i idę zająć się czymś innym.

Przepraszam, że od tak dawna nie było nowych postów, ale coś mi się wydaje, że prędko ich nie będzie. Powodów jest kilka: najpierw sesja połączona z intensywnym planowaniem wakacji, następnie same wakacje, więc przygotowania do pierwszych wyjazdów, szukanie noclegów, zgrywanie terminów... Niestety ciężko mi w tym wszystkim znaleźć czas na bloga i nie będę go szukać na siłę. Nie potrafię się zmusić do pisania, jeśli w danym czasie nie mam na to ochoty. Pomysłów na nowe posty mi nie brakuje, jednak czuję, że potrzebuję zaczerpnąć oddechu, zaczęłam się już trochę dusić w rzeczywistości blogosfery. Są wakacje, czas wyjść do ludzi, zrobić coś szalonego, a nie spędzać tyle czasu przed komputerem ;)

Jeśli zaś chodzi o moje włosy, są ostatnio w kiepskim stanie, co dodatkowo mnie demotywuje. Wypadają, są ciągle suche, nie działają na nie żadne maski ani oleje. No cóż, lato, cóż, wysoka porowatość, ale może ja już zwyczajnie nie mam siły, by się nimi zajmować i im dogadzać. Ponadto nie rosną, a końcówki trzeba by już podciąć. Żyć, nie umierać, załamuję nad nimi ręce.

Ogłaszam więc małą przerwę w blogowaniu na czas nieokreślony. Może potrwa ona kilka tygodni, a może wrócę do Was dopiero po wakacjach. Tak jak mówię, blog jest dla mnie w tym momencie jedną z najmniej ważnych spraw, po prostu nie mam energii na to, by się nim teraz zajmować. Jestem pewna, że za jakiś czas ochota na pisanie wróci i wtedy pojawią się nowe, mam nadzieję, że ciekawe wpisy. Cały czas śledzę jednak Wasze blogi, może z nieco mniejszym zaangażowaniem, ale jednak staram się być w miarę na bieżąco :)

Tymczasem uciekam i życzę wszystkim udanych wakacji, ciekawych wyjazdów, wspaniale spędzonego czasu! Do zobaczenia :)

Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rok bez fast foodów. Wrażenia i refleksje

Dokładnie 7 czerwca minął rok od czasu, kiedy ostatni raz jadłam cokolwiek w McDonaldzie. Oczywiście nie udało mi się wyeliminować zupełnie fast foodu ze swojej diety, ale nieskromnie powiem, że ograniczyłam go do minimum. Ostatni "posiłek" w McDonaldzie jest więc dla mnie datą symboliczną, która wskazuje na moment rozpoczęcia walki ze śmieciowym jedzeniem. 

Dzisiejszy post będzie mniej o efektach w postaci stanu włosów, ale bardziej o refleksjach na temat odżywiania. Jeśli chodzi o włosy - w rzeczywistości bardzo trudno jest mi stwierdzić, jakie efekty przyniosło zdrowe odżywianie. Włosy niewątpliwie rosną mocniejsze, zdrowsze i mniej wypadają, jednak nie jestem pewna, czy to rzeczywiście zasługa diety - przecież oprócz niej stosuję także kosmetyki i różne zabiegi, które mają je wzmocnić. Włosy jednak są mniej kruche, z wypadaniem bywa różnie, podobnie z tempem wzrostu. W każdym razie - jeśli zmiana diety nie pomogła, to na pewno nie zaszkodziła ;)

O czym przekonałam się w ciągu ostatniego roku? O tym, że zdecydowanie nie warto jeść fast foodów. Wcześniej jadałam ich mnóstwo i nie doceniałam wartości porządnie przygotowanego, domowego posiłku ze świeżych produktów. Zaczęłam też doceniać wysiłek włożony w przyrządzanie dań i stwierdziłam, że warto czasem poświęcić pewną ilość czasu na zrobienie czegoś dobrego, niż pójść do sklepu i kupić wszystko gotowe. Tyczy się to nie tylko stricte zdrowego odżywiania - podobne zdanie mam na temat pieczenia ciast (żadnych z torebki z Carrefoura - samorobione od zera), naleśników, placków ziemniaczanych (jak wyżej), sałatek (wszystko kroję sama), nie wspominając już o tym, że nie kupuję foliowanych skrzydełek z kurczaka w panierce oraz pierogów z Biedronki. Innymi słowy - walka o zdrowszą dietę wyleczyła mnie trochę z niedbałości i lenistwa, a nauczyła inwestować swój czas w to, aby posiłki były czymś więcej niż tylko środkiem na zaspokojenie głodu. Dzięki temu dziś mogę się cieszyć na przykład takimi rarytasami, których wcześniej nie chciało mi się robić :)

sałatka z jabłka, banana, śmietany i ziaren lnu

Mój organizm tak już się przestawił i przyzwyczaił do nowego trybu życia, że źle się czuję po kilku dniach niejedzenia owoców oraz czuję spadek energii po jedzeniu przez dłuższy czas słodyczy i innych małowartościowych produktów.

Do starej diety na pewno nie zamierzam wracać, choć, tak jak wspominałam w jednym z ostatnich postów, nie widzę kolosalnej zmiany w stanie moich włosów ani samopoczuciu. Zbyt bardzo jednak cenię sobie swoje nowe przyzwyczajenia i dostrzegam inne korzyści z niego wynikające :)


Polecam zdrowe odżywianie i pozdrawiam,
Klaudia

wtorek, 4 czerwca 2013

KONAD: Czarne róże na pudrowym różu ;)

No, może nie do końca róże, ale kwiatowy motyw jak najbardziej zachowany ;)

Już dawno nie bawiłam się płytkami. Początkowy zachwyt Konadem minął, gdyż szybko okazało się, że tej metodzie daleko do ideału. Zdobienia, o ile powstaną, są bardzo efektowne, jednak sam sposób, choć działa na prostej zasadzie, w praktyce już taki prosty nie jest. Głównym problemem jest to, że wzorki nie zawsze chcą się dobrze odbić na stemplu, nawet wtedy, kiedy używam sprawdzonego lakieru. Nie wiem od czego to zależy, nie wnikam - po prostu jeśli widzę, że dziś mi nie idzie, daję sobie spokój. Czasami jednak Konad ma "lepszy dzień" i wówczas coś ciekawego z niego powstaje. Jeden z takich wytworów postanowiłam Wam dzisiaj pokazać ;)

Wzorek zrobiłam kilka dni temu, więc są już widoczne małe odpryski, ale nie rzucają się bardzo w oczy. Użyłam do tego zdobienia kwiatowego wzoru z płytki m73, który mieliście już okazję widzieć przy okazji mojego pierwszego zdobienia z użyciem Konadu. Używam tego motywu najczęściej z prostej przyczyny - odbija się najlepiej i najmniej widać na nim niedociągnięcia i poprawki. Zdobienie bardzo proste, ale myślę, że efektowne ;)






Użyte lakiery:

  • Róż: Manhattan Lotus Effect 51T
  • Czarny: Safari










Pozdrawiam serdecznie,
Klaudia

niedziela, 2 czerwca 2013

Blue Lake [wibo, Gel like, nr 7]

Tak czułam, że na dwóch lakierach się nie skończy :) W ostatnim dniu promocji wróciłam do Rossmanna, gdzie udało mi się kupić jeszcze jeden lakier, który postanowiłam Wam pokazać w pierwszej kolejności. Właściwie to nie wiem, czemu tak rzadko zamieszczam tu recenzje lakierów, a mam ich dosyć sporo i często kupuję nowe. Niedawno postanowiłam trochę przystopować i zużyć najpierw te, które już mam, zanim wyschną, ale promocja to promocja ;) Tym razem skusiłam się na błękitny odcień Wibo Gel Like. Po raz pierwszy kupiłam lakier z tej serii, choć ich kolory podobały mi się już od dawna, jednak przyznam szczerze, że się rozczarowałam.


Produkt ma standardowy pędzelek i dość dziwną konsystencję - malując nim, ma się wrażenie, jakby używało się kilkumiesięcznego, lekko zgęstniałego lakieru :( A przecież jest nowy, świeżo kupiony i otwarty. Przez to pozostawia niestety smugi, maluje się nim dosyć ciężko, choć jest dość dobrze napigmentowany i teoretycznie dwie warstwy powinny w zupełności wystarczyć. Nie wiem też, na czym miała polegać jego żelowa formuła - nie dostrzegam żadnej różnicy między nim, a "zwykłymi" lakierami. Rozczarowałam się też trochę, jeśli chodzi o jego kolor - liczyłam na jasny, delikatny błękit, taki jak w buteleczce, niestety na paznokciach lakier okazał się być ciemniejszy i bardziej intensywny, co nie do końca mi odpowiada.

Jeśli chodzi o trwałość, jest ona dość dobra - odpryski pojawiły się już co prawda na drugi dzień, jednak dzisiaj mam go na sobie czwarty dzień i spokojnie mogę z nim jeszcze wyjść do ludzi.

Cena taka jak innych lakierów Wibo (ok. 5-6 zł, w promocji trochę ponad 3 zł, nie pamiętam dokładnie).






Generalnie jestem średnio zadowolona z tego zakupu, ale mam nadzieję, że jakoś pomału uda mi się zużyć ten produkt. Ciekawa jestem, czy inne lakiery z tej serii też zachowują się podobnie, czy może trafił mi się taki pechowy egzemplarz...

Używacie lakierów Wibo? Jesteście z nich zadowolone?

Pozdrawiam,
Klaudia

sobota, 1 czerwca 2013

Moje włosy - Czerwiec 2013

Dziś 1 czerwca, więc czas na włosową aktualizację. Niestety, pogoda nie sprzyja robieniu zdjęć ani na zewnątrz, ani w pomieszczeniu, więc nie miażdżą jakością, ale muszą wystarczyć.




Co słychać u moich włosów? Tak jak pisałam, poświęcam im nieco mniej uwagi, przede wszystkim mniej je olejuję (choć nie wiem, czy do tego nie wrócę... o tym za chwilę :)). Mniej więcej w połowie miesiąca postanowiłam, że skupię się teraz na przyspieszaniu ich porostu, ponieważ minęły dwa miesiące od ostatniego podcięcia, przydałoby się już kolejne, a wciąż stoją w miejscu. Postanowiłam na początek przetestować olejek Amla Dabur, później wypróbuję łopianowy.

Jeśli zaś chodzi o oleje, to wydaje mi się, że moje włosy mają nowego ulubieńca - olej lniany! Kilka dni temu zastosowałam go po raz pierwszy i dał naprawdę niesamowite efekty. Chyba po raz pierwszy po zastosowaniu oleju moje włosy naprawdę błyszczały, co widać chociażby na powyższym zdjęciu - kiepskiej jakości co prawda - ale myślę, że można zauważyć różnicę, nie są tak matowe jak zwykle ;)

Poza tym zrezygnowałam z zaplatania włosów w warkocz na noc. Może ich kondycja nieco ucierpi, ale mam już dość pofalowanych włosów, chciałabym czasem widzieć je w ich naturalnej formie.

W maju farbowałam też włosy henną, niestety kolor szybko się wypłukał i pozostawił po sobie więcej rudości niż ostatnio. Orzechowego Brązu zostało mi jeszcze na jedno farbowanie, a potem wypróbuję chyba Ciemny Brąz, gdyż chciałabym uzyskać nieco ciemniejszy kolor (henna nie rozjaśnia włosów, ale z powodu rudości odbijają one teraz nieco inne światło, przez co wydają się jaśniejsze).

I na koniec zdjęcie przedstawiające 2-miesięczny przyrost (od dnia ostatniego podcięcia). Nie urosły jakoś bardzo dużo, ale widać, że coś tam przybyło. Dlatego też odłożę chyba podcięcie na następny miesiąc.

28.03. i 28.05

To wszystko :) Plany na czerwiec?
1. przyspieszanie porostu - olejek Amla, łopianowy, wcierka z kozieradki, zastanowię się też nad suplementacją
2. stosowanie oleju lnianego na długość


A jak tam Wasze włosy po pierwszych wiosennych miesiącach?

Pozdrawiam,
Klaudia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...