Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

sobota, 15 września 2012

FAST FOOD. Szybkie jedzenie, powolna śmierć. Co złego jest w burgerze?

 
 
 
Dziś postanowiłam poruszyć temat, o którym zawsze będę grzmieć, a mianowicie dotyczący fast foodu (junk foodu), czyli śmieciowego jedzenia, którym często żywi się przerażająco duża część populacji, a już na pewno obywateli naszego kraju. Chciałabym w miarę swoich możliwości wytłumaczyć, dlaczego fast foody to coś, czego trzeba unikać. Jest to temat, na który ciągle mało się mówi, a śmieciowe jedzenie to w dzisiejszych czasach istna plaga, której większość ludzi nie poddaje choćby chwilowej refleksji i przyjmuje je zupełnie bezkrytycznie i nieświadomie.
 
 
Opowieść o fast foodach zacznę więc od mojej "żywieniowej historii".
 
Jeszcze całkiem niedawno byłam miłośniczką jedzenia typu fast food. Mając działkę nad jeziorem i jeżdżąc tam niemalże co tydzień, często jadałam w barach, niekiedy rezygnując z normalnego obiadu. Kochałam hamburgery, zapiekanki, pizzę, kebaby, frytki... Nie gardziłam także McDonaldem, KFC i ciepłymi kanapkami kupowanymi gdzieś na mieście. Ponadto uwielbiałam chińskie zupki, które kupowałam i jadłam na kolację, a już prawdziwym hitem były gotowe dania w kubeczku, które wystarczyło tylko zalać wodą i miało się na przykład "pyszne" spaghetti lub wyczarowane nagle ziemniaczane puree z odrobiny proszku. Nie przeszkadzało mi także jedzenie gotowego, pakowanego jedzenia z supermarketu, objadałam się drożdżówkami ze szkolnego sklepiku... Na moje szczęście nigdy nie lubiłam słodkich, gazowanych napojów, alkoholu, nie ciągnęło mnie też do chipsów i innych tego typu przekąsek, ale i tak zdrowe odżywianie było tematem, który dla mnie nie istniał :) Nie zwracałam najmniejszej uwagi także na to, jak dużo jem słodyczy i tłustych, kalorycznych dań - nie byłam przecież otyła, nie miałam żadnych poważnych problemów zdrowotnych, więc o co chodzi?
 
 
 
Taki sposób żywienia nie był jednak obojętny dla mojego organizmu, z czego zdałam sobie sprawę dopiero po wielu latach. Wystarczy spojrzeć choćby na moje włosy, które po latach częstego żywienia się w barach wyglądały tak:
 
 
 
Obecnie ze zgrozą myślę o moim wcześniejszym sposobie odżywiania i jednocześnie cieszę się, że tak wiele rzeczy się w tej kwestii zmieniło :) Obecnie nie jadam ŻADNEJ z rzeczy wymienionych w powyższym tekście. Od jakiegoś czasu szczerze gardzę takim jedzeniem. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby kupić sobie chińską zupkę lub danie w kubeczku, a McDonalda omijam szerokim łukiem. Nie kupuję drożdżówek ani niczego prosto z supermarketu: żadnych gotowych obiadów, sałatek i tym podobnych rzeczy, które znajdują się w plastikowym opakowaniu. Idąc gdzieś ze znajomymi, zamiast kebaba zamawiam zupę. Jem mniej słodyczy, a więcej owoców i warzyw, czytam składy, generalnie - zwracam szczególną uwagę na to, co jem i nie wrzucam w siebie wszystkiego, co wpadnie mi w ręce.
 
 
 
 
Do zmiany nawyków żywieniowych przekonały mnie wpisy na blogu BlondHairCare oraz jeden artykuł, który kilka miesięcy temu znalazłam w Internecie. Niestety do dziś pluję sobie w brodę, że go sobie nie zapisałam, bo mimo wielokrotnych prób nie udało mi się go odnaleźć :( Będę więc musiała go parafrazować i własnymi słowami tłumaczyć, o co mniej więcej chodziło.
 
Artykuł dotyczył stricte restauracji McDonald, o której słyszy się takie rzeczy jak podawanie klientom spleśniałych kotletów, smażenie frytek w starym tłuszczu czy dodawanie do nich środków przeciwwymiotnych. Takie opowieści słyszałam często, jednak nigdy nie robiły na mnie wielkiego wrażenia. Przeczytanie tamtego artykułu było jednak jak dostanie czymś ciężkim w głowę i sprawiło, że zupełnie inaczej spojrzałam na kwestię śmieciowego jedzenia.
 
Zanim przejdę do sedna, przytoczę jeszcze pewnien wpis znaleziony w Internecie, który idealnie obrazuje sposób myślenia przeciętnego, niezorientowanego w temacie klienta:
 
"Od jakiegoś czasu zastanawia mnie: dlaczego fast-food szkodzi? Z tym, że bardziej chodzi mi o przeróżne kanapki (McDonalds, BurgerKing itp.) niż o skrzydełka smażone na głębokim oleju. Co złego jest w burgerze? Rozkładając na czynniki pierwsze jest to: bułka, mięso (kotlet), warzywa (surówka), ketchup i musztarda, odrobina majonezu. W tradycyjnym polskim obiedzie mamy do czynienia z: ziemniakami, kotletem, surówką, często ziemniaki są polane tluszczem. A więc co złego jest w burgerze? Pomińcie proszę kwestie kiepskiej jakości mięsa, starych skladnikow itp. Skupmy się na porównaniu obiadów domowych z burgerami domowymi."
 
Drogi Anonimowy Miłośniku fast-foodów, już odpowiadam Ci na Twoje pytanie.
 
 
 
 
W artykule wspomnianym przeze mnie wyżej dość szczegółowo opisano sposób powstawania dań, jakie można znaleźć w ofercie McDonalds. I niestety, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, że miejsce, w którym tworzone są sławetne burgery, bynajmniej nie jest kuchnią, a osoby sprawujące pieczę raczej nie są kucharzami. Nad daniami serwowanymi w restauracji McDonald pracuje bowiem cały sztab wykształconych... chemików.
 
Na próżno szukać w burgerze wspomnianego w wypowiedzi Miłośnika kotleta i surówki, które śmiał zestawiać z domowym obiadem. Smak każdej pojedynczej rzeczy zakupionej w McDonaldzie zawdzięczamy bowiem jedynie wielu kombinacjom pierwiastków, które opracowują wykształceni chemicy i dbają o to, by chemiczne substancje jak najwierniej imitowały naturalne smaki. To dlatego na całym świecie truskawkowy shake smakuje dokładnie tak samo, a hamburger sprawia wrażenie, jakby zawsze przyrządzała go ta sama osoba. Z tym, że w lokalnych restauracjach dań tych się nie przygotowuje, a jedynie dostaje gotowe do podgrzania. Kupując w McDonaldzie, dostajemy na tacy całą tablicę Mendelejewa i zajadamy się nią, uważając, że przecież lody muszą być zrobione z mleka, truskawki musiały zostać zerwane z krzaka, a sałata rosła na polu. Może i gdzieś sobie rosła - karmiona gigantyczną ilością nawozów i barwników, żeby przynajmniej miała zielony kolor. Bułki, które to niby są także w normalnym domowym burgerze, zostały potraktowane ogromną dawką spulchniaczy i konserwantów, dzięki którym są świeże przez lata. O mleku w lodach możesz zapomnieć - komu chciałoby się go używać, skoro znacznie taniej wynosi produkcja jego chemicznego zamiennika?
 
Jedzenie w McDonaldzie jest zupełnie wyjałowione. Nie zawiera absolutnie żadnych substancji odżywczych, a wszystkie składniki tych dań jedynie z pozoru są normalne. Od kiedy sobie to uświadomiłam, nie kupuję w Mc-u nawet sałatki.
 
 
 
Przyczyną takiego stanu rzeczy są oczywiście pieniądze - chcemy uzyskać jak najwięcej za jak najmniej. O konsekwencjach żywienia się fast-foodami można czytać bardzo długo. Do najczęstszych chorób nimi spowodowanych należą: otyłość, alergie, cukrzyca, nadciśnienie, nowotwory, choroby serca i wątroby.

Sprawa nie dotyczy oczywiście tylko McDonalda, ale także innych restauracji i barów typu fast food, a także gotowych produktów (bułek, kotletów) jakie możemy kupić w supermarkecie w celu zrobienia "domowego" burgera.
 
 
Więcej na ten temat możecie przeczytać tu:
Bardzo polecam ten artykuł, zagadnienie jest w nim przedstawione o wiele dokładniej niż zrobiłam to ja. Temat jest tu podjęty w bardzo podobny sposób, co w moim zaginionym artykule.
 
 
Nie można więc porównywać burgera kupionego w McDonaldzie z domowym obiadem, jak zrobił to Miłośnik, gdyż mają się one do siebie jak piernik do wiatraka. Oczywiście można mówić, że tradycyjny polski obiad także jest tłusty, ale bynajmniej nie tłuszcz jest tu największym problemem. Przyrządzając burgera w domu mamy przynajmniej pewność, że używamy prawdziwej sałaty, świeżej bułki i że kotlet, którego wkładamy do środka jest na pewno kotletem. Pod warunkiem, że bułkę kupujemy w piekarni, a nie w markecie, a kotleta smażymy sami z mielonego mięsa...
 
 
Czy po przeczytaniu powyższego artykułu macie jeszcze wątpliwości dotyczące szkodliwości śmieciowego jedzenia? Bo mnie on ich zupełnie pozbawił. Wyleczyłam się z choroby cywilizacyjnej zwanej fast food. Nie chodzę do McDonalda. Nie jadam w barach. Nie daję się nabrać na namiastki normalności w nienormalnym systemie. I zachęcam Was do tego samego.
 
 
PS. Jesteście ciekawi, jak wygląda trawienie zupki chińskiej w ludzkim żołądku? Polecam obejrzenie tego filmu. Podobne przykłady można by przytaczać jeszcze długo, ale ja chyba już nie chcę oglądać więcej :)

 


13 komentarzy:

  1. Bardzo dobry tekst, muszę się przyznać, że ja również twierdziłam, że take jedzenie jest całkiem zdrowe, bo sałata, pomidor itp. i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z mojej głupot. Od dzisiaj "restauracją" szybkiej obsługi mówię stanowcze NIE! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy artykuł, taki pouczający. Ja jednak raz na jakiś czas zjem drożdżówkę to myślę, że mnie to nie zabije

    OdpowiedzUsuń
  3. a co z kebabami ? kazdy jest inny, warzywa prawziwe ? nie widze w tym nic zlego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zależy, gdzie go kupujesz. myślę, że kupiony w przeciętnym ulicznym barze jest mniej szkodliwy niż w sieciówce, ale mimo wszystko nie wiesz, co w nim jest, skąd pochodzą warzywa, z czego jest zrobiony kotlet i jaki jest wiek bułki :)

      Usuń
    2. No to ja wlasnie jem kebaba ale nie pamietam kiedy ostatni raz go kupilam ;). Wlasciciel mieszka pode mna wiec raczej nie chce mnie otruc :D. Zawsze tez mozna samemu zrobic :)

      Usuń
  4. słyszałam o tzw. fabrykach smaków.
    Staram się jeść zdrowo, ale lubię słodycze, czasem nawet drożdżówkę czy minitwistera z kfc... sporadycznie, ale jednak. Pracuję nad swoim żywieniem, żeby było zdrowe i smaczne, bez poczucia, że z czegś rezygnuję ;) ciekawy wpis, niby wszystko wiedziałam, ale zgrabnie to ujęłaś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedobrze mi się zrobiło jak zobaczyłam niektóre zdjęcia, nigdy nie lubiłam jeść w Mc, po obiedzie tam czuję się źle, jakby nie w swoim ciele. Wolę sobie zrobić "domowego" kebaba, z świeżych warzyw, z dobrego mięsa i samorobnej tortilli. Pychotki :)! Uwielbiam słodycze, ale wolę zjeść drożdżówkę mojej mamy niż przesłodzone batony... Może niektórym ludziom otworzysz oczy na jedzenie. pinkladyhair.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. prawda! Nasze włosy i skóra to odzwierciedlenie tego co ja damy, a w fastfoodach i zupkach chińskich znajdziemy często tablicę mendelejewa :D Mało tego... czasem w zwykłym schabowym z restauracji także... Mimo to... uwielbiam zupki chińskie... co poradzić? Ja raz na jakiś czas sobie pozwalam na takie szybkie dania :) Mimo to... mam wyrzuty sumienia:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja jak o nich poczytałam, to nagle przestał mi odpowiadać ich smak ;p to znaczy, zupek nie jem już od dawna, ale do Mca jeszcze jakiś czas temu chodziłam.

      Usuń
  7. Na szczęście zupek chińskich nie znoszę, więc co za tym idzie : nie jadam. Natomiast co do fast foodów... jestem zdania, że wszystko jedzone z umiarem jest ok. Niezdrowy zawsze jest nadmiar. Także raz w miesiącu lub rzadziej.. czemu nie?
    Zapraszam do siebie : recenzjeproduktow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Brzuch mnie rozbolał z tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie polecamy zdrowe odżywianie się. Pozdrawiamy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hm, ja też od daaawna nie jem takich rzeczy, w sumie, nie lubie ani frytek z Mc, ani burgerów... Jesli juz to tylko własnej roboty.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...