Zapraszam także tutaj:

  • No w końcu Kopenhaga - Z wyjazdów pod tytułem "no w końcu" spokojnie mogłabym zrobić całą serię. *No w końcu* Sztokholm,* no w końcu* Kuala Lumpur, *no w końcu* i Kope...
    4 tygodnie temu

wtorek, 6 listopada 2012

AKCJA: 2 tygodnie dla fal. Dzień 0, I i II

 
 
Wspomniana kilka dni temu akcja pod hasłem "2 tygodnie dla fal" rozpoczęła się. :)
 
 
Dzień 0, czyli teoretycznie sobota (a praktycznie niedziela) - zaczęłam od oczyszczenia włosów siarczanowym szamponem, żeby to zacząć "od zera" i przygotować je na ewentualne mycie odżywką. Użyłam do tego jednego z szamponów Barwy, a dokładniej Jabłko antonówka, ten zielony... tak samo zielony jak moje pojęcie o tym, jak to się stało, że włosy się nie umyły. Tak, po umyciu ich w sobotę wieczorem szamponem ze SLS i odczekaniu kilku godzin, aż naturalnie wyschną, okazało się, że cały tył był tłusty i trzeba było zaczynać zabawę od nowa. Korzystając z tej okazji nałożyłam na noc olejek łopianowy GP na skórę głowy i długość, a rano po raz kolejny umyłam włosy, tym razem Facelle. To tyle w ramach wstępu.
 
Dzień I - przystąpienie do akcji. Wieczorem ostatnie czesanie włosów grzebieniem (chlip), olej z pestek winogron, mycie Facelle i różowa Isana na 20 minut pod czepek i ręcznik. Później przystąpienie do maltretowania włosów trwającego mniej więcej przez resztę wieczoru.
 
Z mokrych włosów odcisnęłam wodę, rozczesałam je, następnie według przepisu Mysi zrelaksowałam i przeczesałam palcami, następnie zaczęłam ugniatanie. Nie było źle - po kilku minutach z chaosu zaczęły wyłaniać się pierwsze fale, mniej lub bardziej kształtne. Nałożyłam żel lniany, ugniatałam jeszcze przez kilka minut, następnie zamontowałam na głowie sweter jako turban do ręcznikowania. Trzymałam go na głowie około 40 minut, zdjęłam, dołożyłam żelu, zawinęłam jeszcze na chwilę, po czym znowu zdjęłam, aby całość wyschła. Miałam użyć suszarki, ale stwierdziłam, że niespecjalnie mam pomysł na to, jak to zrobić, więc poczekałam do naturalnego wyschnięcia.
 
Tak wyglądały mokre fale:
 


 
Na noc zawinęłam suche włosy w czepek zrobiony z apaszki i poszłam spać. Tak minął dzień I i nadszedł poranek - dzień II.
 
Dzień II pod hasłem "ratuj fale". Jak można się domyślić, rano nie wyglądały juź tak fajnie jak wieczorem. Były miękkie i nawet nie musiałam się męczyć z odgniataniem żelu, fale owszem były, ale efekt nie był powalający. Szczerze mówiąc, nie miałam za bardzo pomysłu, co z nimi zrobić - już miałam ochotę włożyć głowę pod kran stwierdzając, że w takim stanie nie wyjdę z domu. Fale były dość wyraźne z przodu, ale cały tył był praktycznie prosty i wyglądało to jak... właściwie to wcale nie wyglądało (choć jak na pierwszy raz to chyba i tak nieźle).
 
 
 
Przyjrzałam się jeszcze chwilę nieszczęsnej czuprynie i stwierdziłam, że skoro już tak się napracowałam, to nie ma wyjścia i trzeba wyjść tak do ludzi. Zdecydowałam, że kilka pasm z przodu, które skręciły się o wiele lepiej zbiorę z tyłu, żeby nie było widać aż takiej różnicy. Ostatecznie wyglądałam tak:
 
 
Teraz czas ruszyć w miasto, ale co zrobić z włosami, żeby przeżyły przynajmniej drogę na przystanek...? Wiał straszny wiatr, trzeba je było schować. Warkocz odpadł, bo by się zdeformowały. Zebrałam je więc delikatnie gumką w kucyka, na to nałożyłam czapkę, szalik i całą resztę stwierdzając, że nawet, jak wszystko padnie to po prostu trudno, bo nie zamierzam się cały dzień przejmować swoją fryzurą.
 
O dziwo włosy przeżyły kucyka i przeżyły drogę na uczelnię. Przeżyły także w miarę dzień. W ogóle jakoś przeżyły, dopiero jak wróciłam do domu po wszystkich zajęciach, były już wyraźnie rozwalone.
 
 
A teraz kilka wniosków.
- na początku taki przykry wniosek - efekt nawet mi się podoba, ale nie jest warty włożonej pracy. Gdyby fale powstawały bardziej naturalnie, byłby sens się bawić, a tak nie chcę mi się przez cały dzień myśleć o tym, czy już się rozprostowały, czy jeszcze nie.
- dwa tygodnie to dwa tygodnie, zostało mi jeszcze trochę żelu, więc rada na przyszłość: włosy z tyłu trzeba przed ugniataniem podzielić na dwie warstwy, inaczej nie ma szans, aby się zakręciły.
 
 
Szukam pomysłu na to, jak przetrwać noc lub jak sprawić, żeby fale trzymały się dłużej. Jeśli ktoś z Was po przeczytaniu notki ma jakieś rady/wskazówki/pomysły, będę bardzo wdzięczna! :)
 
Pozdrawiam,
Klaudia
 

6 komentarzy:

  1. ja na razie szukam sposobu na fale albo loki, cokolwiek bo i tak moje włosy się odginają. Raz kręciłam na papilotach, potem żel lniany, dosuszenie suszarką i efekt? tak prostych włosów nigdy nie miałam:) i jak ładnie odginały się na końcach:)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też niestety szukam sposobu , żeby fale przetrwały noc , próbowałam już i kucyka i ślimaczka i papilotów i warkocza i nic z tego , za każdym razem to nie były te moje fale tylko od gumki lub splotu no i szukam dalej ! : )

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny pomysł na taką akcję. Ja też muszę zacząć myśleć nad wypracowaniem fal u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale świetna akcja.. może powinnam sie do niej przyłąć?.. hmm hmm.. z moimi minifalami.

    Ja bym próbowała u Ciebie z innym stylizatorem. Pasma przy twarzy wyglądały obiecująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeej, szkoda tylko że tak w tym tygodniu wyszło, że nie będę miała kiedy powtórzyć stylizacji :((

      aktualnie nie posiadam innego stylizatora, tylko piankę, ale może spróbuję kupić jakiś mocniejszy żel.

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...